Recenzje Adam Grochocki
27.05.2017
Recenzja: Enigmatis 2: The Mists of Ravenwood (PS4)
Enigmatis 2: The Mists of Ravenwood w bazie gier
7.0
/10
Ocena
Recenzja: Enigmatis 2: The Mists of Ravenwood (PS4)

Enigmatis 2: The Mists of Ravenwood jest bezpośrednią kontynuacją wydanej na PS4 w styczniu tego roku produkcji. System gry pozostał nieruszony, wracamy więc do rozwiązywania wielu zagadek z interesującą historią w tle.

Od wydarzeń z Maple Creek minęły dwa lata i główna bohaterka za punkt honoru postawiła sobie dorwanie demonicznego pastora, by ten odpowiedział za swoje zbrodnie. Zwabiona plotkami o dziwnych wydarzeniach, dość przypadkowo przybywa do Ravenwood – tajemniczego parku, którego nie można znaleźć na żadnej mapie. Mgły Ravenwood zrywają z maglowanym w koło fabularnym schematem (na który narzekałem przy okazji recenzji Eventide) i opowiadają wciągającą historię pełną zwrotów akcji. Gra nie wykłada nam przed nos wszystkich kart, a wręcz przeciwnie – stara się podrzucać fałszywe tropy i prowadzić akcję zaskakującymi ścieżkami. To ostatnie wychodzi oczywiście różnie, natomiast w ogólnym rozrachunku trudno przyczepić się do solidnej i przemyślanej fabuły.

Powraca obecna w poprzedniej odsłonie tablica dedukcyjna. Zbierając poszlaki oraz materiał dowodowy, tworzymy sieć powiązań i odkrywamy, co naprawdę dzieje się w Ravenwood. Bohaterka większość faktów kojarzy sama, a naszym zadaniem jest umieścić zebrane poszlaki w odpowiednich polach. Jest to banalna robota, ale dobrze choć przez chwilę poczuć się jak filmowy detektyw.

To już siódma gra Artifex Mundi z gatunku HOPA (Hidden Object Puzzle Adventure) w bibliotece PS4, więc każdy, kto miał styczność z innymi tytułami czy chociażby naszymi recenzjami, wie, czego się spodziewać. Jeśli jednak jakimś cudem dalej nie kojarzycie, to spieszę z wytłumaczeniem. Po statycznych planszach poruszamy się kursorem, a wydarzenia popychamy do przodu, rozwiązując zagadki, używając znalezionych rzeczy i szukając ukrytych przedmiotów. Te ostatnie to charakterystyczne dla gatunku sekwencje, gdzie na zagraconym różnymi szpargałami ekranie musimy wskazać kilkanaście wymienionych z nazwy rzeczy. Sprytne zagrywki twórców lub enigmatyczne nazwy poszukiwanych gratów sprawiają, że nie korzystając ze wskazówek, można zaciąć się na naprawdę długi czas.

Enigmatis 2 oferuje nieco mniej zagadek niż inne tytuły z portfolio studia, ale czas potrzebny do przejścia nie odbiega od standardu czterech godzin. Łamigłówki są za to zróżnicowane i oferują różny poziom wyzwania. Nie udało się jednak uniknąć pewnego recyklingu, który zauważą gracze znający poprzedniczki. Osoba obeznana z dorobkiem studia niektóre z zagadek zaliczy z zamkniętymi oczami bez czytania wyświetlanych na ekranie instrukcji. Świeżaki natomiast mogą liczyć na prawdziwą frajdę ze składania puzzli, otwierania sejfów czy otwierania skomplikowanych zamków.

Troszkę zawodzi grafika. Rodowód Enigmatis 2 sięga 2013 roku, co niestety widać w animacjach i zbliżeniach. Lokacje jak zwykle tryskają pięknie kontrastującymi ze sobą kolorami, które sprawiają, że palec sam leci na przycisk Share. Wrażenia psują natomiast oskryptowane zbliżenia, gdy w oczy rzucają się niemiłosiernie poszarpane krawędzie i wyprane z kolorów tekstury. Brzydkich animacji nie ma zbyt dużo, ale jak wiadomo, w pamięci gorsze rzeczy zapisują się o wiele trwalej niż te dobre.

Czas na podsumowanie. Enigmatis 2: The Mists of Ravenwood nie wygląda tak dobrze jak chociażby Nightmares from the Deep, nie oferuje też zbyt wielu nowości. W zamian oddaje bardzo dobrą, zamkniętą historię oraz wątek przewodni splatający całą trylogię, którego rozwiązanie poznamy dopiero w trzeciej części. Kolejny solidny tytuł.

Enigmatis 2: The Mists of Ravenwood
Nasza ocena: 7.0/10
Adam Grochocki
Enigmatis 2: The Mists of Ravenwood za sprawą dobrej fabuły i klimatu nawiązującego do serialu Z Archiwum X jest jednym z ciekawszych przedstawicieli gatunku HOPA.
  • Plusy
  • Ciekawa fabuła
  • Zróżnicowane zagadki
  • Minusy
  • Niektóre łamigłówki żywcem wyjęte z poprzednich gier
artifex mundi Enigmatis 2: The Mists of Ravenwood playstation 4 recenzja