Publicystyka Daniel Stroński
12.02.2017
Recenzja: LEGO Batman Film
Recenzja: LEGO Batman Film

Nudne Batman v Superman: Świt sprawiedliwości, durny Legion samobójców, usypiające Supermany z Cavillem – jak tu jarać się nadchodzącymi Wonder Woman czy Ligą Sprawiedliwych? Na szczęście mamy klockowego Batmana, który dobrze wie, czego potrzebowało uniwersum DC - film LEGO Batman: Film.

Czy wypada porównywać animację z legoludkami do blockbusterów z superbohaterami? Jak najbardziej. Mamy tu do czynienia z kolejną próbą przeniesienia komiksowego bohatera na duży ekran, tyle że tym razem w scenariuszu wyraźnie czuć miłość do postaci i całego uniwersum. Jest przezabawnie, rozbrajająco i absurd goni kolejny absurd, ale wszystko wpisuje się w komiksową otoczkę. Co więcej, znalazło się miejsce na poważniejsze motywy, które może i zostały przedstawione w prosty, sprzyjający młodszemu widzowi sposób, ale nic nie obraża tu inteligencji dorosłego odbiorcy. To wprost idealna produkcja dla całej rodziny i każdego fana Batmana, niezależnie od wieku. Zresztą czego innego spodziewać się po następcy wyśmienitego LEGO Przygoda?

To, co uderza od samego początku, to ponownie kunszt wykonania całego świata i każdego najdrobniejszego elementu na ekranie. Po raz kolejny legoludki, pojazdy, budynki i reszta otoczenia wykonane są tak, jakby były to prawdziwe klocki. Farba na ubrankach odbija światło zupełnie tak, jak prawdziwe klocki LEGO, postacie przyczepiają się otworami w nogach do wypustek na podłożu, nawet efekty cząsteczkowe ognia to małe pomarańczowe płomyki, które znamy od lat z rozmaitych zestawów – wszystko to utrzymuje widza w stałym uczuciu nostalgii i polepsza całe doświadczenie. Jeśli bawiliście się za dzieciaka zestawami LEGO, na pewno tworzyliście własne, choćby najprostsze scenariusze. Czułem, jakby była to wyczekiwana od dawna ekranizacja tamtych pomysłów… tyle że dużo, dużo lepsza i znacznie bardziej zabawna, oczywiście.

LEGO Batman: Film mogło łatwo żerować na posiadanej licencji i wykorzystać Człowieka-Nietoperza do walki z Jokerem czy innym przeciwnikiem, licząc na popularność marki. Mamy tu jednak kilkudziesięciu łotrów już w pierwszych minutach, wliczając w to nie tylko Dwie-Twarze czy Pingwina, ale także Zebra Mana, Polkadot Mana czy Condiment Kinga z miotaczem keczupu i musztardy. Scenarzyści zdają sobie sprawę, jak bezsensowni byli niektórzy z wrogów Batmana, ale nie wyśmiewają ich, a raczej śmieją się wraz z nimi. Podobnie jest z nawiązaniami do pełnometrażowych filmów i seriali – uszczypliwość jest tu jak najbardziej nie miejscu, lecz nigdy nie słyszymy mocniejszych zarzutów. Po prostu humor w dobrym guście.

Fabuła zaś skupia się przede wszystkim na Jokerze i jego relacji z głównym bohaterem – ale to nie wszystko! Mamy tutaj również problem samotności Batmana, wątek ze świeżo adoptowanym Robinem, plan nowej pani komisarz na zlikwidowanie przestępczości w Gotham… twórcy podeszli do swojej produkcji na poważnie i to wszystko ma tu sens, łącząc się w spójną całość. Na uwagę szczególnie zasługuje postać samego Jokera, który nie może znieść tego, że Batman nie uważa go za swojego arcywroga. Ich obopólna nienawiść do siebie nawzajem znakomicie zastępuje wątek miłosny i nakreśla ich dysfunkcyjną relację.

W kwestii gagów, mamy tutaj absurdalny humor znany z LEGO Przygoda. Królują zabawne docinki, kuriozalne sytuacje i slapstick. Tyle tu żartów na minutę, że łatwo przegapić jeden zabawny tekst, śmiejąc się jeszcze z poprzedniego, ale co najważniejsze – między tymi gagami nie gubi się fabuła. Co istotne, nie miałem wrażenia, że coś źle tu przetłumaczono i wszystko trzymało się kupy. Trzeba też zaznaczyć, że w Polsce ciężko znaleźć seans z napisami i króluje polski dubbing, ale postanowiłem podejść do niego bez uprzedzeń i naprawdę daje radę. Owszem, szkoda, że nie słyszymy świetnego Willa Arneta w roli Batmana, Michaela Cery jako Robina czy Ralpha Fiennesa użyczającego głosu Alfredowi, lecz warto podejść do filmu bez uprzedzeń, bo z dubbingiem odwalili kawał dobrej roboty.

W dobie nawału superbohaterskich filmów, które nie mogą zakończyć się bez zapowiedzi kolejnych, podobało mi się pójście na całość i stworzenie zamkniętej historii. LEGO Batman: Film to rewelacyjna produkcja pokazująca, że posiadane liczne licencje, wykorzystane dotychczas do gier i samych zestawów klocków LEGO, można przenieść na język filmowy. Brak tu pięknego przesłania na miarę LEGO Przygoda i równie chwytliwej piosenki co „Everything is Awesome” (zamiast tego mamy rapującego Batmana i piosenkę o przyjaźni), ale jeśli macie jakiekolwiek pojęcie o postaci Batmana, szykujcie się na wspaniały seans. Muszę też nadmienić, że obecne na sali kinowej dzieciaki śmiały się znacznie rzadziej niż starsza część publiczności, choć w żadnym wypadku nie oznacza to, że mamy do czynienia animacja wyłącznie dla dorosłych. Czekam na kolejne twory LEGO, tym bardziej że praw do znanych marek mają całą masę!

OCENA: 8.5

lego batman: film recenzja recenzja filmowa warner bros pictures