Wyleciało mi z głowy kALWa888
02.07.2016, 01:50
Weekendowe granie #127
Kingdom Hearts HD 1.5 ReMIX w bazie gier
Weekendowe granie #127
Grzyby przeze mnie przemawiajo. Kazały mi napisać WG, a potem spleśniały z cichym piskiem. Wyrzuciłem je do lasu.

EKHM!!! Wróciłem niczym kochający pies, choć w moim growym życiu nie dzieje się zbyt wiele! To znaczy, niby dzieje się sporo, ale tylko w praktyce. W teorii wygląda to gorzej, bo skupiam się na jednej grze! W sumie na dwóch! Zacznę tak jak zwykle (ale nie zawsze), czyli od ukończonych tytułów. Heh, prawie bym się sam zmylił. Ukończyłem tylko jeden, a mianowicie Terracon (PS One). W końcu! Ledwie! Na resztkach mojego różowego pada, który skrzypi od tych moich wszystkich uścisków i gwałtownych dotykań. No ale mniejsza, nie ma co płakać nad trzeszczącym padziorkiem. Czas przejść do rzeczy. Długo męczyłem się z przygodami Xeda. Początkowo myślałem, że w grze zawartych jest tylko 20 misji – czyli w sumie standardowa ilość jak na tamte czasy – przynajmniej w grach w które grałem. Nadzieja jednak opuściła mnie gdy musiałem zacząć misję 21. Wtedy stwierdziłem, że zakończenie zobaczę po ukończeniu 30. misji. Pomyliłem się jednak po raz kolejny, bowiem mój bohater poleciał na kolejną planetę, na której znajdowały się już trzy kolejne misje. Już wtedy wiedziałem i tym razem byłem blisko, że będzie ich 35. Sądziłem, że w ostatniej misji będzie walka z tytułowym antagonistą, ale okazało się że takowej nie ma.


Zamiast tego zobaczyłem bardzo dziwne zakończenie i jeszcze dziwniejsze napisy końcowe. Serio, była to jedna z najdziwniejszych rzeczy z jakimi spotkałem się w grach. Oczywiście, nie w takim epickim sensie jak w NieR (PS3), ale po prostu… dziwnym. Do tego stopnia, że nie potrafię określić czy mi się ono spodobało. Pomysł na pewno był ciekawy, ale z drugiej strony trudno podejść do niego poważnie, tym bardziej przez pryzmat napisów końcowych. A co do samej gry… Oceniłem ją na 8/10. Dałbym 9, ale niestety ciekawy początek i zakończenie to w zasadzie jedyne co ma do zaoferowania. Pomiędzy nimi rzadko kiedy pojawiają się scenki, a jeśli już to raczej jako wyjaśnienie nowych (dla gracza – w tym przypadku mnie) niuansów systemu. Wielka szkoda, bo początek naprawdę zapowiada dobry scenariusz, pełen dramatyzmu, zemsty, nienawiści, czyli wszystkiego co człowiekowi obce nie jest. No ale właśnie, wcielamy się w Obcego, może dlatego jednak tego nie było, bo przecież jest to dla niego obce! Jeśli zaś chodzi o rozgrywkę, to jest dobrze. Nie zabrakło jednak mankamentów. Największym z nich jest chyba praca kamery. Na drugim miejscu postawiłbym jazdę czymś w rodzaju motorówki – sterowanie jest strasznie niewygodne, maszyna z opóźnieniem reaguje na nasze komendy, a dodatkowo gwałtownie zmienia kierunek w spotkaniu z lądem, przy którym nie ma pomostu do którego moglibyśmy przycumować. Poza tym, nie spodobały mi się zbytnio misje na czas, ale znów nie są one takie do końca bezsensowne. Chodzi o to, że nasz Xed trafia nieraz na planetę, na której jest nieprzyjazna dla niego atmosfera. Chodzi więc o to, żeby jak najszybciej wykonać zadanie, zbierając jednocześnie małe urządzenia dające nam więcej możliwości w oddychaniu.
(Mam pytanie Fred. Czy ty mi się znów wpierdalasz w tekst?! Czemu piszę w liczbie mnogiej?! Przecież grałem w to sam!!!!)


I to tyle w sumie. Oceniam tak wysoko, bo ścieżka dźwiękowa gry jest genialna. Ponadto, oprawa audiowizualna to w swoim okresie to majstersztyk. Duża odległość rysowania, szczegółowe i rozległe lokacje, na których tętni życie (lub nie, jeśli mowa o konkretnych planetach). Wizja twórców jest w całości spójna jeśli o to chodzi i aż dziwię się, że gra nie pojawiła się poza Europą i że zyskała sobie tak skromne grono odbiorców. Nawet nie ma pełnego let’s pleja na YT, czy jakiegoś walktrough. Chyba zrobię swój, choć i tak #nikogo, może jakieś 300 osób z Kambodży czeka na dalsze losy Xeda (bo wielu ludzi zacięło się w jednej misji) i ja mógłbym im to dać, ale pewnie nie mają Internetu! Mniejsza w to! Co ciekawe, na przeróżnych planetach spotkamy różne formy życia. Nie chcę wszystkich zdradzać, ale mogą to być jakby ludzie pierwotni, niedźwiedzie polarne, mamuty, chodzące rośliny – no czego nie wymyślisz to tam jest! Nawet mój stary na grzybach wielkich jak dom. No i dodatkowo, zmienia się pora dnia, pogoda. Dzisiejsze gry nie zawsze to mają, a tu taki niszczatorek skromny. Wchodzi do pokoju, lekko mruknie, a tu jeb, porcelana mamy rozsypuje się kawałki. I sklejanie po nocach, bo mama całe życie zbierała. Polecam, aczkolwiek ostrzegam, że mimo iż bardzo wciąga (bo gra się w to super), to może znużyć (przez swoją długość) i zirytować. Warto jednak sprawdzić jak już wyrzucicie PS4 przez okno, albo mama Wam zajmie, bo chce poznać Uncharted 4: Kres Złodzieja (PS4), a do tej pory interesowała się tylko polskimi serialami i zdjęciami z paznokciami. Tyle ode mnie, kończę póki nie dostałem jeszcze banana.


Tyle z ukończonych! Gładko przejdę do aktualnie ogrywanych tytułów. Jest ich aż dwa. Diablo II (PC) na jakiś czas odstawiłem. Nie wiem dlaczego. Może mam wstręt jakiś do grania na PC. Może jestem po prostu szpetnym nubem i ofiarą Złego Gejmingu. NIE WIEM. Ważne jest to, że nie gram teraz w Diablo II. Nie oceniajcie mnie. Wolę skupić się na Final Fantasy IX (PS One), bo bardziej mnie ciągnie do takich produkcji. JAPOŃSKICH. Kocham ten kraj i kiedyś się tam przeprowadzę. Totalnie wiem jak tam jest, jest cudownie. Kolorowo. Są tam symulatory pisuarów w toaletach. Nie sika się żywo, a w grze. To musi być super. No ale to przyszłość. Mrzonka wręcz. Jeśli chodzi o dziewiątą już Ostatnią Fantazję, to jest to naprawdę cudowna gra. Nie potrafię inaczej o niej pisać. Bardzo przyjemna, bo trudności wielu nie sprawia. Po prostu się w to gra, bez większego wyzwania. Co prawda, zdarzyło mi się może dwa razy, że umarłem podczas walki z jakimś bossem, ale wystarczyło zmienić ekwipunek, umiejętności i wszystko grało, a PSP nie trzeszczało z innych powodów niż starość. W końcu przekroczyłem ten magiczny moment, w którym ostatnio (jakieś 7 lat temu) byłem. Mam na liczniku prawie 50 godzin, a wciąż jestem na trzeciej płycie. To jakiś absurd, nie powinno tak być, ale cieszy mnie to, bo mogę dłużej chłonąć tę przygodę. Najbardziej podoba mi się w tej produkcji baśniowy klimat. Nie uświadczyłem drugiej takiej gry, więc bardzo sobie to cenię. Uwielbiam też Viviego, ale i inne postacie wzbudzają moją sympatię. Fabuła nie jest w sumie odkrywcza, ale jest bardzo fajnie napisana. Jestem bardzo ciekawy jak to się skończy. Obecnie jestem w momencie kiedy Zidane trafił na swoich i nie wiem gdzie iść. Dowiem się jednak i z przyjemnością ruszę w dalszą podróż. Podoba mi się system rozwijania postaci. Chodzi o to, że każdy element ekwipunku ma daną umiejętność której nauczymy się podczas używania jej (ale trzeba to odpowiednio do postaci dobrać, aby umiejętność była z nią kompatybilna). Możemy więc nauczyć naszych postaci nowych czarów, ataków, specjalnych umiejętności, czy dać im możliwość przyzywania kolejnych stworów. Jest to chyba jedyna rzecz, która w jakiś sposób się wyróżnia, bowiem reszta to standardowe zdobywanie punktów doświadczenia i automatyczne ulepszanie poszczególnych cech. Umiejętności zdobywamy dzięki punktom AP. Nie pominę w tych wszystkich pochwałach oprawy audiowizualnej. Nobuo Uematsu jak zwykle pokazał klasę, a wszyscy ludzie odpowiedzialni za przerywniki CGI, design i ogólnie grafikę zrobili cudowną rzecz. Nie mogę się napatrzeć i jedyne czego mi brakuje, to głosy postaci, bo tych nie ma. W sumie na ten moment napiszę tylko tyle, więcej będzie przy następnej okazji.


Gram jeszcze w MediEvil 2 (PS One). Nie pamiętam kiedy ostatnio grałem ale w sumie nie znów tak dawno temu. Wciąż uważam, że jest gorsza od „jedynki” głównie za sprawą klimatu. Odnoszę też wrażenie, że przeciwnicy nie muszą mnie uderzać żeby zadawać mi obrażenia i ogłuszać do tego stopnia, że nie mogę zaatakować. W pierwszej części tego nie było. W sumie jestem na początku i w tych trzech pierwszych lokacjach które przeszedłem, klimat jest bardzo fajny. Z tego co pamiętam zmienia się później. Bardzo dobrze wspominam poziom z wampirami, z dyniami i jakieś jeszcze. Ale znów były inne, jak choćby ten z ptakami kradnącymi głowę, czy powiedzmy ten związany z boksem. No i jest więcej elementów platformowych, co też nie do końca mi pasuje. Nie podoba mi się też to, że Daniel ma inny głos. W pierwowzorze ma taki przygłuszony i niski, w kontynuacji jakiś taki dziwny, nawet nie wiem jak go opisać. Mimo wszystko wciąż jest to jedna z moich ulubionych gier. Teraz też widzę jak wiele druga część ma z odnowioną „jedynką”. Najodpowiedniejszym przykładem będą mini-gry, w których zgniatamy wredne i paskudne chochliki. Z tego też poziomu wzięto utwór, który następnie pojawił się w MediEvil: Resurrection (PSP) w nowej aranżacji. Podoba mi się też umożliwienie szybkiego przełączania pomiędzy dwoma wybranymi broniami oraz używanie dłoni przechadzających się tu i ówdzie. Co tu dużo mówić, seria jest świetna. Trochę żałuję że już nie dostaniemy nowej odsłony, ale w sumie, kto wie co to by było. Jeszcze by zrobili z tego jakąś samograjkę-szczelankę.


FILM
Tyle o grach! Sporo filmów ostatnio obejrzałem, ale żeby nie przedłużać wspomnę póki co o jednym, który zrobił na mnie największe wrażenie. Mowa o The Witch (2015). Nie wiem czy można to uznać za horror, za thriller, czy dramat obyczajowy. Nie będę pisał o fabule, bo nie ma to większego sensu. Jak macie obejrzeć to obejrzycie. Film urzekł mnie niekonwencjonalnym podejściem do gatunku, który ostatnimi czasy mocno podupada (jeśli mowa o horrorach, a ten zdecydowanie straszył). Nie ma tutaj jump scare’ów, a napięcie budowane jest dzięki mrocznej scenerii, tajemniczości i genialnej muzyce. Dodatkowo film ma bardzo ciężką atmosferę, ciągle sprawiał że czułem niepokój, aczkolwiek nie było tam żadnych flaków, czy czegoś takiego. Właśnie dlatego tak polubiłem ten film. Niemal totalnie pojebany, bardzo klimatyczny, intrygujący, ponury, no i ma genialną ścieżkę dźwiękową. Ode mnie 10/10, bardzo mocno polecam.
Nie polecam oglądać zwiastunu, no ale zainteresowani i nieprzekonani niech mają. Może akurat się przysłuży.

Dla porównania, obejrzałem też Kobietę w Czerni (2012) i jest to „horror” tak słaby, że przez większość filmu byłem rozdrażniony. Oczywiście chodzi mi o wszędobylskie jump scare’y mające miejsce nawet podczas zwykłych scen. Było ich zdecydowanie zbyt wiele i mimo iż film można było posądzić o fajny klimat, czy w miarę dobrą końcówkę, tak te tanie zabiegi wszystko zepsuły. No i ten Radcliffe, który totalnie tam nie pasował.


Tyle ode mnie. Powróciła możliwość grania na PS3, więc weekend spędzę na platynowaniu Kingdom Hearts Re: Coded (PS3). Pozdrawiam Was cieplutko.

Oceń notkę:
+ +14 -