Wyleciało mi z głowy kALWa888
20.05.2016, 19:45
WG #121
Resident Evil 3: Nemesis w bazie gier
WG #121
Dobra, pora na kolejne WG. Nie ma co przedłużać wstępem, bo mimo iż czasu i wygody podczas grania mniej, grać się chce!

To co planowałem robić podczas weekendu, jak zwykle nie wyszło. Nie dlatego, że nie miałem czasu, a po prostu dlatego że zachciało mi się grać w coś innego niż zamierzałem. Ach to tajemnicze i pełne zagadek życie.

Terracon (PS One) zbytnio nie ruszyłem. Przeszedłem może 2 misje. Nie zdobyłem również kolejnych (już 2 ostatnich) zakończeń w Silent Hill: Shattered Memories (PSP). Wróciłem natomiast do Final Fantasy V (PS One) i gra jak zwykle bardzo mnie wciągnęła. Założenia fabuły są takie same jak w pierwszych trzech albo czterech częściach, czyli: czterech wybrańców światła ratuje świat. Wszystko więc kręci się wokół kryształów danych żywiołów. Nie jest to jednak tak banalnie proste, bo od Final Fantasy IV (PS One) postacie zaczęły mieć jakieś uczucia, które kierują do kogoś innego niż antagonista (może przesadzam, ale nie pamiętam by relacje pomiędzy postaciami w Final Fantasy III (DS), albo Final Fantasy (PS One), były jakoś nakreślone). Tutaj więc, podobnie jak w czwartej części jest tego całkiem sporo. Dodatkowo, każdy z bohaterów ma jakąś historię, miasteczko w którym przed przygodą mieszkał i osoby mu bliskie. Dzięki temu przyjemniej się śledzi tę historię i nie jest znów tak banalnie. „Piątka” może się też pochwalić jednym z najciekawszych antagonistów, czy może współpracowników głównego złego, którym jest Gilgamesh. Zabawna postać, ale póki co miała kilka występów, podczas których za dużo nie powiedziała. Czekam więc, na dalszy rozwój wydarzeń. Tutaj cudna nutka, która jest tematem przewodnim Gilgamesha.

Co do systemu – większość jego niuansów ogarnąłem i to zmienianie klas wcale takie uciążliwe nie jest. Zawsze jest możliwość wybrania danej klasy i korzystania z umiejętności z innej, której nauczyła się postać. Możemy więc być magiem czasu, który ma również możliwość operowania czarną magią. Albo samurajem, który może używać białej magii, w celu leczenia. To samo tyczy się wszelkich innych umiejętności z wyuczonych klas. Nie gra się więc tak źle. Szczerze mówiąc, to większy problem pojawia się przy okazji zakupów i próby przewidzenia jak szybko zmienimy postać i co nas czeka po wyruszeniu do danej lokacji. Może się przecież okazać, że kolejny boss będzie wrażliwy na coś czego nie posiadamy. Czasem nie ma też lepszych broni dla klas, które obecnie rozwijamy. Trzeba więc zdecydować, czy kupujemy te co są dostępne z zamiarem wykorzystania ich w przyszłości, czy może zmieniamy klasy i ekwipunek już teraz. To drugie najczęściej jest dobrym rozwiązaniem, tym bardziej że w przypadku magów, czary czwartego poziomu nie są jeszcze nigdzie dostępne – nie ma więc sensu maksymalnie rozwijać ich umiejętności. Ponadto, niektóre z klas wpływają na atrybuty żywotności, obrony przed magią itp. Wydaje mi się, że po zmianie klasy wszystkie zmienione atrybuty pozostają (nie licząc tych, na które wpływ ma ekwipunek). Jeśli więc z czarnego maga zamienimy się w złodzieja pozostając z czarną magią, to czary rzucane przez daną postać nie będą słabsze. Wszystko jest więc bardzo fajnie skonstruowane. Wspominam o tym, bo w niektórych grach (jak w Final Fantasy III (DS)), przy zmianie klasy postać zaczynała totalnie od zera i była słaba jak przy pierwszym poziomie doświadczenia. Tutaj dostaje bazową umiejętność, wszystkie statystyki zdobyte do tej pory, ten sam poziom doświadczenia i umiejętność do wybrania spośród wszystkich wyuczonych. Póki co, nie za bardzo mi się chce grać, bo stanąłem przed lokacją, w której przeciwnicy są dla mnie zbyt silni. Dodatkowo, jedna z moich postaci ma wolne, bo jest księżniczką, a w jej zamku trwa bankiet. Muszę więc radzić sobie trzema postaciami i najwidoczniej wrócić się do miast i zdobyć lepszy ekwipunek. No i nie chce mi się. Na pocieszenie słucham sobie arcydzieła z rąk The Black Mages. Nowa wersja udostępnionego wyżej utworu. Zdecydowanie lepsza.


Bardziej skupiam się na Resident Evil 3: Nemesis (PS One) i jest to o wiele bardziej wciągająca gra – tym bardziej jeśli gatunku jRPG (tak jak ja) ma się pod dostatkiem (żeby nie napisać powyżej łba!). Kiedyś grałem trochę w tę grę, ale trwało to może 30 minut, więc traktuję to jako coś do czego podchodzę pierwszy raz. Tak, możecie mnie nazwać Prawiczkiem Trzeciego Residenta. Zanim to jednak zrobicie, przeczytajcie poniższy tekst. Wtedy z pewnością zmienicie zdanie. Chodzi o to, że już nie możecie mnie tak nazwać, bo jestem o wiele dalej niż na początku (mój gropenis wszedł). Czeka mnie kolejne starcie z tytułowym przeciwnikiem i drugie, w którym faktycznie mogę walczyć. Chwilo wcieliłem się w innego bohatera, zostało mi jedynie 45 pocisków do podstawowej broni, mam 2 apteczki i ogólnie MAM PRZESRANE. Udało mi się przejść pierwszy etap walki, ale przy drugim paskudny stwór złapał bohatera za kostkę i zaczął nim rzucać o ziemię jak mokrą szmatą – z tego co wiem, jeden taki atak da się przeżyć, ale drugiego bez leczenia już nie, no a ja się nie uleczyłem. Na szczęście zapisałem niedługo przed tym, bo budynek który obecnie przemierzam, drżał w posadach i wiadomo było, że zbliża się coś nasty, że tak powiem po angielsku :). Okej, bądźmy poważni. Co do samej gry. Resident Evil 2 (PS One) wywarł na mnie większe wrażenie jak do tej pory. Nie potrafię jednak sprecyzować dlaczego. Widać też małe zmiany w systemie rozgrywki. Otóż, teraz można robić uniki! Jeśli celujemy bronią w przeciwnika i on chce nas złapać lub drapnąć zaniedbanym paznokciem, naciskamy przycisk strzału. Jeśli dobrze wszystko zrobimy, postać zrobi unik, co pozwoli nam na oddanie strzału z totalnego zaskoczenia, bo postać wciąż celuje. Widzę też, że wiele elementów z tej odsłony znalazło się również w Dino Crisis (PS One) (ba, postacie poruszają się niemal tak samo). Przykładowo, mamy maszynkę do robienia amunicji. Podczas zwiedzania kolejnych lokacji znajdziemy więc proch, albo gotową amunicję. Wydaje mi się jednak, że częściej znajdujemy proch. Możemy znaleźć dwa rodzaje prochu: czerwony albo żółty. Czerwony służy jako materiał do tworzenia podstawowej amunicji, żółty natomiast da nam amunicję do strzelby. Możemy je jednak mieszać ze sobą i w ten sposób stworzyć amunicję do granatnika, czy nawet legendarnego Magnum (i nie, nie mówię o tych lodach, a że sezon się zaczął to pewnie to pierwsze przyszło wam do głowy!). Z tego co pamiętam w Dino Crisis (PS One) też można było tworzyć amunicję różnego rodzaju, ale działało to na nieco innych zasadach i dotyczyło strzałek. No i cóż, gra mi się bardzo podoba. Czasem są jakieś problemy z wyświetlaniem tekstur, ale ogólnie gra wygląda lepiej niż poprzednik. Wydaje mi się też, że poprawiła się jakość aktorstwa głosowego. Tyczy się to też udźwiękowienia (znów Dino Crisis (PS One) brzmi podobnie, szczególnie odgłosy kroków), czy rysowanych teł. Pogorszyły się jednak modele postaci, czy zombie. No ale nie ma co się czepiać. Nie zapowiada się by była to moja ulubiona część trylogii (na razie pada na „dwójkę”), ale fabuła i cała eksploracja oraz rozwiązywanie zagadek jest bardzo wciągające. Chciałoby się coś nowego w podobnych klimatach i z podobnymi elementami rozgrywki. Zobaczymy co będzie w Resident Evil 2 Remake (PS4), czy najnowszej odsłonie, w której mamy niby doświadczyć powrotu do korzeni.


W przerwach od tego, kiedy nie mam ochoty sięgać po PSP, gram w Diablo II (PC). Grałem w to dawno temu, ale nigdy nie zdołałem ukończyć. Pamiętam, że w momencie gdy dotarłem do ostatniego przeciwnika, moja postać została zmieciona. Nie miałem jednak za dużo cierpliwości by ulepszyć postać (gnojek byłem!), a poza tym grałem Nekromantą. Dziś gram Barbarzyńcą, którego nazwałem Uroborix (chyba za dużo Resident Evil 5 (PS3)). Nie wiem skąd ta nazwa, ale lepsze to niż Chris albo Krzysztof. Fred też mi jakoś nie pasuje. Uroborix też nie pasuje, ale już jest i tak zostanie. No i tak sobie gram. Gra zestarzała się chyba tylko graficznie. Denerwuje trochę to, że mikstury lecznicze zajmują co najmniej połowę ekwipunku, mimo iż mam potrójny pas i wszystkie miksturki przerzucam na bieżąco. Z tego co widziałem podczas grania w Diablo® III: Ultimate Evil Edition™ (PS3), tam zostało to lepiej (albo raczej wygodniej) rozwiązane. Co do takich pierwszych wrażeń po latach. Nie do końca spodobała mi się pierwsza scenka fabularna z grafiką CGI. Jak najbardziej stoi ona na wysokim poziomie technicznym, ale nie przemawia do mnie styl wyglądu postaci, szczególnie to jak wyglądają ich twarze. Mają dziwne proporcje. Bardzo natomiast fajnie prezentuje się otoczenie i ogólnie klimat tego filmu. Co do moich postępów. Zacząłem drugi akt, jestem na pustyni. Średnio mi się to podoba, wolę jednak te moczary itp.. No ale nie narzekam, tylko brnę do przodu jak wariat. Ostatni przeciwnik którego pokonałem to Kowal, mam też kostkę Horadrimów  i teraz muszę znaleźć kolejne elementy. Teraz jestem w Robaczym Gnieździe gdzie czeka mnie walka o trzonek do Laski Horadrimów. Szkoda, że nie mogę kontynuować zabawy w Diablo® III: Ultimate Evil Edition™ (PS3), które już zacząłem. Swoją drogą, „trójka” pod względem klimatu jest nieco gorsza, ale zdecydowanie bardziej mnie wciąga. Pewnie dlatego, że gram ze swoją dziewczyną. Wiadomo, tak zawsze raźniej. No ale na razie przerwa, bo dostępu do PS3 nie ma. Więc to tyle jeśli chodzi o gry.


FILMY
Wspomnę jeszcze o jednym filmie, który ostatnio oglądałem. Miałem ochotę na jakiś horror, mimo iż ostatnimi czasy byłem na tyle zmęczony gatunkiem, że nie chciałem mieć z nim nic do czynienia – poza takim Domem 1000 Trupów (2003). No ale obejrzałem sobie Obecność (2013), kolejny film o opętaniu. No i starałem nie nastawiać się jakoś źle, ale na samym początku filmu zauważyłem te typowe podejście do gatunku jakie przejawił reżyser, te utarte schematy z których skorzystał. Oczywiście jest sobie rodzinka, która wprowadza się do nowego domu, z dala od miast i wszystkiego. No i co, jest zakochane małżeństwo, (chyba) 4 córki, w tym jedna spokojna i wiecznie marudząca (ta najstarsza)  i reszta wiecznie wariujących, jak to małe dzieci. Jest też pies, ale nie chce wejść do budynku. Oczywiście niedługo później umiera. Na początku jest masa typowych scen, jak ta przedstawiająca schodzenie do zabitej deskami piwnicy z odpaloną zapałką. Zapałka oczywiście gaśnie – mamy więc ten (och!) jeden moment, w którym (prawdopodobnie) zastanawiamy się co bohater ujrzy, gdy zapali drugą. Później jest w sumie trochę lepiej, zaczyna się fajny klimat. Przy kilku scenach (głównie za sprawą udźwiękowienia) miałem ciarki. Śmieszyły trochę niektóre zjawy, ale mimo wszystko film mi się spodobał. To typowe podejście to prostu dobra, rzemieślnicza robota. Ja jednak chciałbym obejrzeć coś, co się wybija. W tym filmie tego nie ma, ale jest dobry, nie licząc tego początku. W sumie przyznam, że trochę zatęskniłem za tym gatunkiem, więc pewnie po coś niedługo sięgnę. Nie wiem jednak co to będzie.


To tyle ode mnie! Pewnie będę najwięcej przez ten weekend grał w Diablo II, ale uda mi się jeszcze pewnie ukończyć Resident Evil 3: Nemesis (PS One). Udanego weekendu!

Oceń notkę:
+ +12 -