Recenzje Adam Grochocki
06.06.2017
Recenzja: Randall (PS4)
Randall w bazie gier
5.0
/10
Ocena
Recenzja: Randall (PS4)

Randall to debiutancka produkcja meksykańskiego studia We The Force posługującego się wdzięcznym skrótem WTF. Dwuwymiarowa platformówka z elementami metroidvanii brzmi zachęcająco i chyba nikt nie obrazi się na następcę hitowego Guacamelee.

Przenosimy się w odległą przyszłość, do kontrolowanego przez złą korporację miasta Nook. Ludzie zmuszani są do niewolniczej pracy, którą opuścić mogą jedynie w plastikowym worku. Ten stan rzeczy jest w stanie zmienić tylko Randall, silny gość bez pamięci i z oznakami schizofrenii, którego chudziutkie nóżki w rurkach są źródłem nieśmiertelnych żartów o „leg day”, co załapią bywalcy siłowni.

Ta dość ciekawa otoczka sporo traci przez nieudolne prowadzenie fabuły. Dialogi ograniczono do skrajnego minimum, przez co Randall pogada na początku każdego z etapów, zamieni kilka słów z bossem i ewentualnie skomentuje nowo zdobytą moc. Kilka tekstowych tablic to trochę mało, by wczuć się w narrację. A szkoda, bo humor jest naprawdę dobry, nie stroniąc od popkulturowych nawiązań. Przykładowo Randall pyta ognistego bossa, czy przypadkiem nie należy do Fantastycznej Czwórki, a ten widząc majaczące kule energii wspomina o Dragon Ballu. Gdyby tylko było tego więcej…

W kwestii rozgrywki jest to dwuwymiarowy sidescroller, gdzie sekwencje walki z mało zróżnicowanymi wrogami przeplatane są elementami zręcznościowymi i platformowymi. Walka to raptem pięć ciosów na krzyż, z czego przez większość gry wykorzystujemy dwa. Niestety nie czuć magii gier z gatunku beat ‘em up, zapomnijcie też o widowiskowości Stridera i zabawnej sieczce z Guacamelee. Jest zbyt prosto, zbyt chaotycznie i zbyt nudno. Sytuacja nieco zmienia się przy bossach. Walka z nimi wymaga poznania areny, rozgryzienia sekwencji ich ataków i znalezienia sposobu, który należy powtórzyć 3-4 razy, aby wygrać. Mimo tego światełka w tunelu, walka nie wypada najlepiej.

Zdecydowana większość rozgrywki to przebijanie się przez lokacje najeżone pułapkami, w których liczy się zarówno zwinność, jak i pomysłowość. Dotknięcie jakiejkolwiek z nich kończy się natychmiastową śmiercią, więc każdy ruch musi być wyliczony co do milimetra i sekundy. Po kilku rozgrzewkowych zadaniach, w każdej lokacji przychodzi sekwencja, gdzie musimy idealnie zaliczyć kilka, jeśli nie kilkanaście stojących na drodze przeszkód – solidne wyzwanie, tona nerwów i satysfakcja po udanej akcji gwarantowane.

Część zagadek wykonamy wykorzystując kontrolę umysłu przeciwników. Możemy zmusić oponenta, by podrzucił nas w wybrane miejsce, nasłać go na kumpli lub wskoczyć mu na plecy i skorzystać z jego specjalnych umiejętności. System otwiera przed nami mnóstwo nowych możliwości i naprawdę udanych łamigłówek o różnym stopniu skomplikowania. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie pojawiły się okoliczności wypisane w kolejnych, niezbyt optymistycznych akapitach.

Na pierwszy ogień idzie grafika, a raczej techniczne bolączki. Sama jakość oprawy graficznej nie wyróżnia się na tle gier z gatunku. Jest kolorowo i choć nie zawsze szczegółowo, nikomu nie grozi ból oczu. Gorzej z działaniem, ponieważ gra ciągle klatkuje i przycina się w dziwnych momentach. Biegnąc, podziwiamy wydajnościową czkawkę, gdy zbyt wysoko podskoczymy, a odbijając się od ściany trzeba liczyć się z zamrożeniem gry na 2 sekundy. Tak wyglądająca gra powinna działać w 60 klatkach, a ma niesamowity problem, by dociągnąć do akceptowalnego minimum. Czasem poziom wczyta się bez niektórych elementów otoczenia, a czasem wczyta się obraz sąsiedniej lokacji, podczas gdy Randall jest gdzieś poza ekranem. Pobici przeciwnicy najpierw stają na nogi, potem algorytm sprawdza, czy ich pasek energii spadł do zera, i dopiero wtedy przewracają się, by zginąć. Pachnie niezamierzoną parodią…

Nie pomaga nieprzemyślane sterowanie. Mając do dyspozycji cały kontroler i panel dotykowy, twórcy postanowili upchnąć kilka akcji pod te same przyciski. W efekcie szybkie przemieszczenie się (dash), służące do omijania pułapek i będące jednocześnie obroną, wykonujemy za pomocą L2. Tego samego L2 używamy w połączeniu z krzyżykiem, by wykonać salto (niski skok niemalże w poziomie) potrzebne do minięcia masy pułapek. Możecie się domyślić, że milion razy, próbując przeskoczyć śmiercionośną maszynę, wjeżdżamy w nią ślizgiem. To chyba najbardziej irytujące rozwiązanie, ale jest tego więcej. Konsole, drzwi i inne miejsca interakcji aktywujemy kwadratem, tyle że kontrolując przeciwnika, wciśnięcie tego przycisku oznacza atak – a jeśli jedno, to nie drugie. Nawet sterowanie lewą gałką potrafi sprawiać problemy. Przypadkowe kucanie? Jest. Problem z wyborem strony skoku? Naturalnie. Brak możliwości zeskoczenia poziom niżej? Owszem. Wierzcie lub nie, ale zdecydowanie mniej frustruje sterowanie strzałkami. Gra po prostu dużo łatwiej radzi sobie z odczytywaniem kierunków. Witajcie w erze PlayStation 1.

Jakby tego było mało, zaobserwowałem też spore problemy z reakcją na wciskane przyciski. Przy dialogach nierzadko trzeba albo mocno i zdecydowanie wcisnąć X, albo zrobić to dwukrotnie. Ten sam problem dotyczy chwytania krawędzi i obiektów. Nawet kilkukrotne wciśnięcie odpowiedzialnego za łapanie krawędzi R2 nie gwarantuje, że Randall złapie się ratującej życie liny bądź krawędzi. Lokacje są wielopoziomowe, co oznacza mnóstwo skakania i wrednie rozstawionych pułapek. Niestety nie otrzymaliśmy możliwości przesunięcia kamery czy chociażby oddalenia obrazu. Nastawcie się, że pierwszy skok do nowo napotkanej dziury skończy się śmiercią, bo tylko w ten sposób dowiecie się, jakie pułapki czekają po przesunięciu ekranu.

Muszę przyznać, że jestem wyjątkowo rozczarowany Randallem. Lubię tego typu gry i potrafię czerpać z nich przyjemność, nawet gdy posiadają swoje bolączki. W tym przypadku problemy są jednak tak znaczące i utrudniające rozgrywkę, że tytuł ten mogę polecić tylko najwytrwalszym.

Randall
Nasza ocena: 5.0/10
Mimo wielu pomysłów na rozgrywkę, Randall zawodzi w sprawach elementarnych. Niedopracowane i nieprzemyślane sterowanie skutecznie odrzuca od telewizora
  • Plusy
  • Niezły humor
  • Minusy
  • Sterowanie
  • Nieodpowiadające przyciski
  • Masa problemów technicznych
playstation 4 randall recenzja we the force