Publicystyka Kacper Mądry
07.01.2018
Don’t Starve Pocket Edition - recenzja gry
Don't Starve Pocket Edition w bazie gier
Don’t Starve Pocket Edition - recenzja gry

Don’t Starve to pozytywnie przyjęty tytuł survivalowy, który dostępny jest na konsolach oraz PC. Czy Don’t Starve Pocket Edition to równie dobre doświadczenie?

Don’t Starve Pocket Edition zaskakuje. Zazwyczaj gry z takowym podtytułem charakteryzują się mniejszą zawartością niż jej duże odpowiedniki. Po ogrywaniu tej „kieszonkowej edycji” wiem jedno – konsolowa wersja jest… uboższa! Przecierałem oczy ze zdziwienia patrząc na to co oferuje ta produkcja w porównaniu do tego co mam na konsoli.

Don’t Starve Pocket Edition #1

Pierwsze co rzuca się w oczy? Polska wersja językowa. W tym momencie wstałem pierwszy raz, żeby sprawdzić, czy nie wyszła jakaś łatka na konsole – nie wyszła. Drugie zaskoczenie – gra oferuje tradycyjny tryb, w którym walczymy o przetrwanie oraz taki, który znacznie ułatwia grę skracając np. trwanie nocy czy otrzymywane obrażenia. OK… pewnie przeoczyłem to przy konsoli… No nie. Nie ma tego. W takim razie sprawdzę wersję na PC. Komputerowa wersja również nie posiada takowego trybu! Czyżby Pocket Edition było najbardziej rozbudowaną wersją gry? Na pewno nie ma dodatku Reign of Giants! No właśnie ma… Czyli kupując Don’t Starve Pocket Edition otrzymujemy najbardziej rozbudowaną grę plus dodatek. Pierwsze wrażenie – bardzo pozytywne.

Don’t Starve Pocket Edition #2

Nie będę was dręczył dalej. Gra już do końca mnie zaskakiwała. Autorzy z Klei Entertainment zręcznie przeportowali swój tytuł na smartfony. Jak rozwiązano sprawę sterowania? Całość interfejsu powiększa się w momencie dotknięcia go, a gra pauzuje się – rozwiązanie znane z konsol, które dobrze się sprawdza i nie zabija płynności rozgrywki. Gdy chcemy, aby postać udała się w dane miejsce, po prostu dotykamy tego na ekranie i wybieramy jeden z dwóch przycisków odpowiadających za akcje. Mamy tutaj również do wyboru możliwość uruchomienia wirtualnej gałki, która będzie odpowiadała za poruszanie się postaci. Gdyby kogoś nie satysfakcjonowały te rozwiązania może podłączyć kontroler bluetooth działający z jego telefonem. W Pocket Edition odnajdziemy również tryb oszczędzania baterii, który zmniejsza rozdzielczość produkcji do akceptowalnego poziomu, znacznie obniżając zużycie baterii czy temperaturę jaką potrafią osiągać smartfony podczas grania.

Don’t Starve Pocket Edition #3

Cała reszta to dobrze znany Don’t Starve. Produkcja, w której usiłujemy przetrwać jak najwięcej dni, walcząc z głodem czy zdrowiem psychicznym bohaterów. Wszystko to w tajemniczym świecie wypełnionym oryginalnymi stworzeniami czy tajemniczymi historiami, które odkryją tylko najwięksi fani. (Ciekawostka: Byliście świadomi, że Don't Starve da się… przejść?). Autorzy rzadko aktualizują swoją produkcję, jednak każde wprowadzone przez nich zmiany poprawiają techniczną warstwę gry lub dodają nowe języki. Twórcy wciąż mają do naprawy drobne błędy, które powodują rzadkie, bo rzadkie, ale jednak występujące - zacinanie się wrogów na obiektach. Przydałaby się również poprawa tego jak ciepły potrafi zrobić się smartfon po graniu przez około trzydzieści minut.

 

Jednak już teraz Don’t Starve Pocket Edition jest produkcją bardzo dobrą, przenoszącą konsolowe doświadczenie na telefony. Gra nie zawiera w sobie żadnych mikropłatności. Raz płacimy i dostajemy podstawową wersję gry plus dodatek Reign of Giants. Jeśli chcemy bawić się w rozbitków w dodatku Shipwrecked musimy już jednak zakupić oddzielną produkcję, płacąc taką samą kwotę jak za standardowe Don’t Starve: Pocket Edition. Wciąż nie jest to wygórowana kwota, mówimy, wszakże o 24 złotych, a gdy jesteśmy cierpliwi – doczekamy się powrotu promocji, kiedy to mobilne tytuły od Klei Entertainment kosztują po 5 złotych.

Plusy

  • Duża gra na małym ekranie
  • Pocket Edition jest bardziej rozbudowane niż konsolowa wersja
  • Obsługa padów

Minusy

  • Czasem przeciwnicy zatną się na obiektach
  • Smartfon potrafi się zrobić naprawdę gorący
don't starve: pocket edition klei entertainment recenzja