Publicystyka Daniel Stroński
11.06.2017
Marvel Heroes Omega - darmowy konkurent Diablo 3?
Marvel Heroes Omega w bazie gier
Marvel Heroes Omega - darmowy konkurent Diablo 3?

Marvel Heroes Omega przybyło z pecetów na konsole niczym Diablo 3. Niby zwykły sieciowy hack’n’slash, a jednak pad i skrojenie gry pod PlayStation 4 zmienia sporo. Dwa tygodnie ogólnodostępnej bety za nami, czas więc sprawdzić, jak sprawuje się MMO ze Spider-Manem i ekipą.

Łatwo chwytliwie napisać o „Diablo 3 z bohaterami Marvela”. Wiadomo, że gra w modelu free-to-play nie dobije do poziomu arcydzieła Blizzarda – bo w moich oczach „trójka” to najlepszy konsolowy hack’n’slash na rynku – ale stosuje to porównanie w pełni świadomie. Wszystko zależy od tego, co najbardziej polubiliście w Diablo. Sam najlepiej wspominam przebijanie się przez zastępy potworów na coraz wyższych (często aż do przesady) poziomach trudności, szukanie w kółko tych samych przedmiotów z nieco lepszymi statystykami i… granie samemu. I właśnie do osób takich jak ja zostało skierowane Marvel Heroes Omega.

MMO dla samotnego gracza? Otóż tak. Na razie mamy do czynienia z betą, a pełna wersja (i nasza pełnoprawna recenzja) szykowana jest na koniec czerwca. Póki co gra w drużynie sprawia wiele problemów, tak samo zresztą jak wiele innych elementów tej produkcji – ale to wciąż beta. Dlatego bez zbędnych uprzedzeń przybliżę Wam, jak gra wygląda na dzień dzisiejszy i co trzeba jeszcze poprawić. Od razu też zaznaczę, że deweloper udostępnił mi nieco więcej niż te dwie-trzy postacie, jakie dostajemy na początku bez jakichkolwiek mikrotransakcji, ale zdążyłem dobrze poznać tytuł od tej „darmowej” strony i wiem, jak wszystko działa.

Marvel Heroes Omega ma oczywiście jakąś tam kampanie fabularną, która spina ciąg walk z bossami, i w jej trakcie spotkamy wiele znanych postaci. Cele są dość proste, a plansze oraz przeciwnicy bardzo zróżnicowani, więc mamy idealne środowisko dla radosnego wyrzynania hord niemilców i szukania coraz to lepszych przedmiotów. I w tym momencie z produkcji wychodzi wyjątkowo przyjemny zabijacz czasu, szczególnie że praktycznie każdym bohaterem gra się inaczej! Dostajemy odmienne ataki, zmieniające styl grania talenty i rozmaite rodzaje pasków mocy – a to coś na zasadzie mocy magicznej, a to ładowanie „złości” Hulkiem czy ciągłe uzupełnianie krwi Blade’em. Przetestowałem większość z 38 (!) postaci, z czego wiele powyżej „10-levelowej próbki”, i choć widać podobieństwa między niektórymi, praktycznie każda oddaje nam coś innego. Tutaj deweloperowi należą się ogromne brawa.

Po osiągnięciu maksymalnego 60. poziomu przychodzi zaś czas na całą endgame’ową śmietankę – arenowe wyzwania Danger Room, Heroiczne i Kosmiczne Próby, Miejskie Patrole i Operacje. Wszystko to, by zdobyć jeszcze lepsze wyposażenie i móc załączyć jeszcze wyższy poziom trudności. I tutaj niestety zaczynają się zgrzyty. Cały crafting przestaje mieć znaczenie, bo pierwsze lepsze przedmioty z potworków są często znacznie potężniejsze. Do tego Próby odblokowujące wyższe poziomy to w kółko ci sami przeciwnicy, Patrole dostępne są w tylko jednej lokacji, a po ukończeniu wyzwania w Danger Roomie błąd często nie pozwala podnieść nagród. Do tego po osiągnięciu maksymalnego poziomu możemy „prestiżować” postać i zacząć expienie od nowa. Po co? Jest za to mały znaczek przy imieniu postaci. I trofeum, nic więcej. Brakuje tu zawartości, szlifów i lepszych pomysłów.

Kolejnym problemem jest optymalizacja. Jak na „darmówkę”, grafika jest nie najgorsza i grając samemu mamy dość płynną rozgrywkę, ale z kilkoma innymi graczami na ekranie tytuł potrafi przyciąć. A gdy mowa o postaciach na wyższych poziomach, szczególnie tych korzystających z magii, nawał ataków obszarowych i summonów tragicznie obniża liczbę klatek, nawet na PlayStation 4 Pro! Na Patrolu trzeba liczyć się z obrzydliwymi spadkami. Często przez przycinanie się gry i nawał animacji ataków obszarowych zupełnie nie widać, gdzie jest przeciwnik. Na szczęście występuje to tylko w publicznych hubach, a każda lokacja fabularna, sekretne Treasure Roomy, bossowie czy Próby tworzą nam osobne instancje, więc w tych przypadkach problem znika. Wciąż jednak animacja ataku potrafi się nie włączyć do końca i np. nie widać promienia, którym razimy wrogów. Poza betą takie rzeczy nie mają prawa bytu.

MIKROTRANSAKCJE! Tak, to tego akapitu szukacie, przelatując szybko przez tekst w poszukiwaniu kwot pieniężnych – bo przecież nic nie ma za darmo. Po ukończeniu samouczka dostajemy wystarczającą liczbę surowca Eternity Splinters, by zakupić jedną postać (lub dwie tańsze, czyli te mniej znane jak Nova, Angela czy Squirrel Girl), a Daredevil czeka do pobrania za darmo w PS Store. Dodatkowo każdą z postaci można przetestować za darmo do 10. poziomu, co jest rewelacyjnym rozwiązaniem, choć pokazuje tylko mały wycinek ich możliwości. Sam surowiec do kupowania postaci ES wypada dość regularnie i na nowego bohatera zarobimy po jakichś kilkunastu godzinach grania. Sporo, ale pamiętajcie, że to wciąż wszystko bez wydawania ani złotówki.

Na co możemy wydać prawdziwe pieniądze? W trakcie bety na pakiety fundatora z droższymi postaciami, np. Deadpoola za 7 dyszek lub piątkę X-Menów za 249 zł. Są to olbrzymie kwoty jak na kilka postaci (i dodatkowe śmieci jak exp boosty), chociaż w skład tego wchodzi też mikrotransakcyjna waluta G, która jest kolejną (obok ES-ów) opcją kupowania postaci. Nabędziemy za nią również rozmaite boosty, skiny dla postaci i skrzynie z szansą na wyjątkowe skórki, a także powiększenie ekwipunku oraz skrytki. Te ostatnie, niepowiększone, w późniejszych etapach dają się we znaki, ale ogólnie wartko kupować wyłącznie postacie. Przelicznik wychodzi następujący - ~20 zł za tanią postać, ~35 zł za zwykłą i ~60 zł za droższą (np. Deadpool, Spider-Man, Iron-Man).

Czy to duże sumy? Za kilkanaście godzin zabawy, jakie może dać taka postać, myślę, że nie. Poza tym cena zależy od popularności, a nie siły postaci i tacy tani Nova czy Squirrel Girl sprawdzają się w endgame’ie lepiej niż Najemnik z Nawijką czy Człowiek-Pająk. Tak czy inaczej, po dłuższym graniu dwoma-trzema darmowymi postaciami spokojnie zarobicie wystarczająco ES-ów na następną. Wtedy zdecydujcie, czy chcecie inwestować prawdziwe pieniądze.

Oprócz ubogiego, średnio dopracowanego endgame’u i problemów technicznych, Marvel Heroes Omega stanowi naprawdę przyjemnego hack’n’slasha dla pojedynczego gracza (lub ekipie 2-3 osób, ale musicie chodzić razem, bo jak ktoś się pospieszy i zabije bossa bez reszty drużyny na miejscu, to trzeba czekać kilkanaście minut, aż ten wróci). Pełno tu przyjemnych mechanik, jak synergie od innych postaci na 25. i 50. poziomie doświadczenia czy +10% expa za każdą postać na koncie, która dobiła 60. poziomu. Do tego naprawdę różnorodne miejscówki, rozmaici wrogowie… Marvel Heroes Omega to wyjątkowo przyjemna siekanina do zabijania czasu. Jeśli jednak nie dodadzą ciekawszych rzeczy (a mają dojść m.in. rajdy), to skończycie zabawę po dobiciu do maksymalnego poziomu. Najważniejsze, że świetnie zaprojektowano postacie, z których każda oddaje zupełnie inny styl gry – a przy prawie 40 bohaterach (i pewnie dojdzie ich więcej) to prawdziwa sztuka. Nawet ci słabsi, jak Gambit, Cyclops czy Hawkeye, są ciekawi sami w sobie – chociaż na Próby będą się męczyli.

Pewnie dużo się nie zmieni w pełnej wersji, jaka ma być dostępna od 30 czerwca. Jeśli jednak zrobią coś z optymalizacją i będzie sens grania w drużynie dzięki bonusom i brakom zwolnień – czego chcieć więcej? A potem już tylko pozostanie czekać na promocje na postacie (pewnie będzie sporo czasowych przecen, tak jak na PC) i można w miarę tanio lub zupełnie za darmo cieszyć się tym przyjemnym hack’n’slashem.

gazillion Marvel Heroes Omega playstaion 4