Publicystyka Daniel Stroński
25.09.2016
Tanioszka: Watch_Dogs (PS4)
Watch_Dogs w bazie gier
Tanioszka: Watch_Dogs (PS4)

GTA z hakerem w roli głównej? Któżby tego nie chciał? - zakrzyknie gracz z 2012 roku, który uwierzył w przekłamany zwiastun z targów E3. Jednak mimo tego, że gra nie sprostała całemu hype'owi i miała kilka wad, grało się wyjątkowo przyjemnie. Bo gdzie indziej smartfonem spowodujemy karambol na drodze?

Cztery lata temu na targach E3 pokazano rewelacyjnie wyglądający fragment rozgrywki ze świeżo zapowiedzianego Watch_Dogs (PS4). Koleś w trenczu był w stanie włamać się do smartfona dowolnego przechodnia i zgarnąć jego prywatne dane czy zakłócić chwilowo połączenie z siecią. Gdy zrobiło się gorąco, bez problemu telefon zmienił na pałkę teleskopową i pistolet, zachowując stoicki spokój. Żaden tam cherlawy haker, a uniwersalny żołnierz XXI wieku! Po tej zajawce wszyscy byli kupieni. A potem w 2014 roku gra trafiła do sprzedaży i… w dużej mierze dostaliśmy właśnie to.

Okej, oprawa graficzna nie stała na poziomie pokazywanego dema i zachowanie przechodniów również zostawiało wiele do życzenia. Na targowej rozgrywce mieliśmy do czynienia z wyreżyserowaną sytuacją, lecz możliwości, jakie dawała pełna wersja Watch_Dogs (PS4), wciąż były ogromne. Trafialiśmy w końcu do nowoczesnego Chicago, gdzie wszystko spięte było wielkim systemem miejskim ctOS. A skoro już stworzono taki „jeden, by rządzić wszystkim” system, żaden haker nie odmówiłby sobie drobnego włamu. Tym sposobem mogliśmy podglądać ludzi przez kamerki internetowe, szukać przestępców, lokalizować i czyścić kryjówki gangów… otwarte miasto pełne było ciekawych rzeczy do roboty. Dało się nawet zagrać w pokera (sprytnie wykorzystując dostęp do kamer w pomieszczeniu) czy pobawić w wewnątrzgrowej wirtualnej rzeczywistości (ROBOPAJĄK ATAKUJE MIASTO!).

Niestety rozmiar miasta wymagał korzystania z pojazdów, a z tymi już tak przyjemnie nie było. Sztywny model jazdy i dziwaczna detekcja kolizji wymusiły na mnie szukanie samochodów, którymi jako tako dało się jeździć (a ta wiedza pozwala zamiatać w multi!). Kolejnym zgrzytem był główny bohater. Bezpłciowa postać z nijaką motywacją i nudną fabułą nie zostają w ogóle w pamięci, chociaż sytuacje ratują przezabawne i nieźle napisane postacie poboczne (właśnie dlatego warto zaufać deweloperowi, że członkowie DedSec w sequelu będą świetni!). Niektórzy narzekali też, że hakowanie wymaga wciśnięcia jednego przycisku, ale jak komplikować coś, co odpalamy podczas szybkiego pościgu? Patrząc na to dziś, na chłodno, Watch_Dogs (PS4) nie miało aż tylu wad i najbardziej cierpiało przez niespełnione obietnice względem oprawy.

To wszystko to jednak deser przed nieoczekiwanym daniem głównym – trybem wieloosobowym. Oryginalny pomysł ze strony twórców pozwalał wejść do cudzej gry pod przebraniem zwykłego przechodnia i spróbować zhakować biedaka, podczas gdy ten stara się nas zlokalizować i zabić. Przeszukiwanie wnętrz samochodów, pobliskich uliczek, wyższych punktów miasta – ten „trolling”, bo ciężko nazwać to inaczej, działa świetnie niezależnie od strony, po której się znajdujecie. I wciąż jest masa grających! Byłem wręcz zaskoczony, jak szybko gra wyszukiwała mi ofiary po dwóch latach od premiery. Ciężej z trybem, w którym musimy dojechać do wyznaczonego punktu, a sprawę utrudniają gracze na smartfonach – teraz już raczej nikt się nie bawi aplikacją mobilną, ale dwa lata temu wszystko działało świetnie i było kolejnym mocnym punktem PvP produkcji.

Jeśli zawsze omijaliście Watch_Dogs (PS4) przez tony hejtu, jakie spadły na grę po premierze, obowiązująca teraz cena 42 zł w PS Store (do 6.10) to świetna okazja do nadrobienia zaległości, chociaż używane egzemplarze w pudełkach chodzą w podobnej cenie. Ja wiem, że to Ubisoft, ale o sequel jestem wyjątkowo spokojny – wezmą sobie do serca uwagi i będzie hit. Muszę Was jednak przestrzec przed wersją jedynki na PS3 – starszy sprzęt nie zaludnia chodników i widzimy puste ulice, co zupełnie niszczy założenia zabawy. Po co hakować sygnalizację, jak nikt się nie rozbije przez to na skrzyżowaniu? Nie mówiąc już o spadkach płynności. Unikać jak ognia!

Obecnie tanio (21 zł) można również kupić w PS Store DLC „Bad Blood”, w którym wcielamy się w legendarnego hakera T-Bone’a. Jest to porządny dodatek na dobrych parę godzin i wyrazista postać zdecydowanie urozmaica nową linię fabularną (choć tutaj znów szału nie ma). Jeśli chodzi o możliwości, nowy bohater to praktycznie Aiden z podstawki, tyle że w zanadrzu ma również zdalnie sterowane autko. Ciekawą opcją są co-opowe misje dla dwóch graczy, lecz w ostatnich dniach nie znalazłem chętnych do zabawy, także bez znajomego nie ma raczej co próbować.

playstation 4 publicystyka tanioszka ubisoft watch_dogs