Publicystyka Paweł Musiolik
22.08.2016
Playtest: Destiny: Rise of Iron (PS4)
Destiny w bazie gier
Playtest: Destiny: Rise of Iron (PS4)

"Rise of Iron" to ostatni duży dodatek do Destiny (PS4). Być może Bungie wypuści jeszcze jakieś mniejsze aktualizacje powiązane z wydarzeniami sezonowymi, ale nadchodzące rozszerzenie będzie tym, co zamknie wsparcie nową zawartością.

Na pokazie, na który zostałem zaproszony, spodziewałem się prezentacji dodatku, jakichś materiałów wideo czy coś w ten deseń. Bungie jednak mnie zaskoczyło i posadziło na jednym z ponad dwudziestu miejsc w specjalnie przygotowanym pokoju, pozwalając przetestować część nowości, jakie wprowadzi "Rise of Iron".

Na pierwszy ogień poszły świeże mapy w trybie Crucible z nowym trybem gry. Ten jest niczym innym jak lekko zmodyfikowanym Kill Confirmed z serii Call of Duty. Po zabiciu przeciwnika, wypada z niego crest, który musimy zebrać, by zaliczyło nam punkt. Jeśli tego nie zrobimy i przeciwnik (lub nasz towarzysz, jeśli chodzi o naszą drużynę) podniesie to, co wypadło z naszej ofiary – punkt przepada. Oczywiście nadal jesteśmy ograniczeni czasem rundy. Podstawowe zasady się więc nie zmieniają. I generalnie tu mógłbym zakończyć opis tego, bo każda z dwóch map niczym szczególnym się nie wyróżniła w pozytywny czy negatywny sposób. Ale trzeba wspomnieć o dodaniu tego, o co społeczność prosiła Bungie od premiery gry dwa lata temu, czyli możliwość rozgrywania prywatnych meczy w PvP. I to się pojawia. Rozgrywka, której byłem uczestnikiem, była odpalona właśnie na zasadach modyfikowanych przez tego, kto zakładał grę. Niestety, nie pozwolono mi pogrzebać w opcjach, by sprawdzić, co mogę zmienić, więc chwilowo więcej powiedzieć na ten temat nie mogę.

Gdy rozegraliśmy dwie rundy, w których poszło mi nawet dobrze, poproszono nas o opuszczenie gry, stworzenie Fireteamu i rozegranie nowego Strike'u z nową rasą Devil Splicerów, czyli zmutowanymi przedstawicielami Fallen. Odpowiadając od razu – nie, nadal Raidu nie można rozegrać w matchmakingu i dalej musimy mieć Fireteam, ale to tak na marginesie. Strike zaczyna się w otwartej miejscówce i szybko przechodzi do instalacji należących kiedyś do ludzi. Kolejnym celem było zniszczenie instalacji Devil Splicerów, powstałych z wykorzystaniem SIVA’y, dalej trochę poskakałem po platformach, będącymi pozostałościami silosów rakietowych. Na końcu czekał na mnie ciekawy boss, który musiał zostać zabity. A jako że czarodziej był silnym oponentem, to musieliśmy nie tylko uważać na jego ataki, ale także na nieśmiertelnego giganta oraz wlatujące co jakiś czas zwykłe miniony. Strike'u ostatecznie nie zaliczyliśmy. Niestety trafiłem na taki Fireteam, który miał nawet problem z przeskakiwaniem po platformach, więc po 15 minutach musiałem zakończyć zabawę z rozszerzeniem "Rise of Iron".

Jak zapowiada się ogólnie dodatek? Na pewno jest klimatyczny. Chociaż z drugiej strony – widać w nim sporo recyklingu materiałów. Nowa miejscówka do eksploracji, mimo że zasypana śniegiem, ma także miejsca, w których płynie lawa lub znajdują się toksyczne oparty. A w tym wszystkim swój udział ma SIVA i Lorda Saladina, wokół których ma kręcić się fabularna warstwa "Rise of Iron". Nie są to jedyne nowości, ale poza tym, w co dano mi zagrać, Bungie nic więcej nam nie zdradziło.

activision bungie destiny destiny: rise of iron Gamescom 2016 playstation 4