Publicystyka Paweł Musiolik
01.02.2016
Playtest: Tom Clancy's The Division (PS4) - beta
Tom Clancy's The Division w bazie gier
Playtest: Tom Clancy's The Division (PS4) - beta

W dzisiejszych czasach bety traktowane są przez wydawców i graczy jak wersje demonstracyjne. Udostępni się fragment kodu graczom, ci znowu zrobią grze (w optymistycznym wariancie) dodatkową reklamę i premierowa sprzedaż pójdzie w górę. Tom Clancy's The Division (PS4), bardziej niż przetestować serwery Ubisoftu, miało pomóc w udzieleniu odpowiedzi, czy grą warto się w ogóle interesować. Po kilku godzinach grania sam do końca nie jestem pewien.

Zanim podzielę się z wami moimi wątpliwościami, pozwólcie, że skupię się na tym, co działa i się udało. Podejrzewam, że sporą grupę ludzi interesuje sprawa pogorszenia grafiki względem wcześniej publikowanych materiałów. Odpowiedzi można się poniekąd domyślać - tak, The Division nie wygląda tak dobrze jak na pierwszym pokazie gry w 2013 roku, nie wygląda też tak dobrze jak na materiałach publikowanych rok później. Nie znaczy to jednak, że mamy do czynienia z downgrade'em poziomu Watch_Dogs (PS4). Gra jest ładna - nie powoduje opadu szczęki, w tej kwestii jest po prostu dobrze. Być może jestem za bardzo rozpieszczony innymi grami i po tym, jak wygląda Star Wars Battlefront (PS4), ciężko mi zejść poziom niżej, ale jedyne, co robi na mnie wrażenie w The Division, to oświetlenie scen i pojawiająca się czasami burza śnieżna. Gra straszy też efektem, którego nienawidzę, czyli aberracją chromatyczną. Na szczęście można w opcjach go wyłączyć. Ba, możemy także ustawić ostrość obrazu, co jest rzadkością w konsolowych grach. Za to zdecydowanie plus dla Ubisoftu. Chciałbym, by inni deweloperzy dawali nam opcję wyłączania niektórych efektów i filtrów graficznych.

Technicznie Tom Clancy's The Division (PS4) stoi chyba najlepiej ze wszystkich gier z otwartym światem francuskiej firmy. Prawie stałe 30 klatek na sekundę już w becie to dobry prognostyk dla pełnej wersji. Nie spotkałem też zbyt wielu błędów w samej grze, ale być może to kwestia tego, że miasto jest wyludnione (o czym później). Serwery także dały radę – tylko raz mnie nie wpuściły, rzucając komunikatem o niedostępności. Kilkanaście sekund później problemu już nie było.

A jak wypada rozgrywka?

Tutaj mam mieszane odczucia. Mimo że to TPS wymieszany z RPG-iem, to i tak wieje z daleka typową grą Ubisoftu. Dla jednych będzie to zaleta, dla innych – wada nie do przeskoczenia. Zawartość bety, powiedzmy sobie wprost, jest uboga. Jedno zadanie fabularne, kilka dodatkowych, poboczne punkty do przejęcia, za które dostajemy punkty na rozwój jednego z trzech drzewek technologii w naszej bazie, i Dark Zone pełniące rolę miejsca grindu lepszego ekwipunku oraz rywalizacji z innymi graczami. Jeśli te kilka zadań ma sugerować, że cała singlowa zawartość będzie wprowadzeniem do trudniejszej strefy PvPvE, to Ubi musi z niesamowitym optymizmem patrzeć na ewentualną cierpliwość graczy, którzy będą musieli przebijać się przez masę prawie identycznych misji. Bo w sumie to, co gra ode mnie chciała, i tak sprowadzało się do „zabij wszystkich”. Wiem, że to beta i w pełnej wersji może być kompletnie inaczej, ale to już niestety wina wydawcy, który wybrał takie, a nie inne misje do bety.

Samo Dark Zone nie jest złe, ale bardzo szybko mnie znudziło. I zanim pojawią się głosy krytyki – biegałem samemu, bawiąc się w polowanie na SI, a także w ekipie, tak jak zaleca wydawca. Schemat jest prosty – zabij grupkę przeciwników, nazbieraj trochę lootu, wezwij śmigłowiec i módl się, by nikt się nie połasił na Wasz łup. Biegający po wydzielonych lokacjach gracze mogą z sobą albo współpracować, albo udawać miłych, by zdradziecko ubić Waszą postać i skasować to, co zebraliście. I na początku to serio wszystko fajnie wygląda, ale po którymś razie z rzędu zaczęło nudzić niczym najgorszy grind w MMO. Więc albo Ubisoft będzie urozmaicać te PvPvE, albo ich wiara w to, że ludzie się nie znudzą, jest przeogromna. Dorzucę tutaj też irytujący mnie problem – fatalna SI przeciwników oraz ich gąbczastość. Chłoną kule niczym gąbka wodę i końca w ich życiu nie widać. To szybko wprowadza niechęć do jakichkolwiek pojedynków.

To, co zdecyduje o sukcesie gry, tyczyć będzie się zawartości w jej podstawce. Francuzi sami sobie zrobili krzywdę, oferując tak mało różnorodnej rozgrywki. Gdyby to beta miała decydować o kupnie gry, nawet bym tego nie rozważał. Niby wiarygodnie oddano wizerunek Manhattanu zniszczonego epidemią i obecnością gangów, ale miasto jest przesadnie puste. Decyzja o ukrywaniu innych graczy na mapie w trakcie eksploracji jest bardzo dziwna. To przecież gra sieciowa! Możecie się także zastanawiać dlaczego nie wspomniałem o umiejętnościach, perkach... cóż, perków w becie nie ma, a umiejętności są tylko cztery, dwie dla wsparcia/leczenia oraz po jednej na ofensywę i defensywę. Taa...

Ostatecznie nie czuję się jakoś źle i nie mam poczucia zmarnowania kilku godzin na betę, ale też daleko mi do bezkrytycznych zachwytów. The Division warte jest uwagi, lecz z przestrogą, by poczekać i zobaczyć, co zaoferuje pełna wersja oraz popremierowe wsparcie w pierwszych miesiącach.

playstation 4 playtest publicystyka tom clancy's the division ubisoft ubisoft massive