Publicystyka redakcja
31.07.2014
Dwugłos z bety Destiny. Będzie hit czy kit?
Destiny w bazie gier
Dwugłos z bety Destiny. Będzie hit czy kit?
Całkiem długa, dostępna pod koniec dla wszystkich beta Destiny (PS4) dobiegła końca. Jednym tylko zaostrzyła apetyt na pełną wersję we wrześniu, inni nie znaleźli w niej nic specjalnie interesującego. U nas w redakcji znalazły się osoby z obu obozów - poznajcie ich opinię. I zostawcie swoją.
 

Zgoła odmienne opinie wyrażają Mateusz "Matt" Greloch i Daniel "Jaszczomb" Stroński.

Destiny jako MMO, FPS i RPG

Jaszczomb: Pierwszoosobowa strzelanka jako MMO, do tego doprawiona eRPeGowym sosem - niby Borderlands osiągnęło spory sukces, ale tutaj zabrakło ciągłego bicia coraz wyższego poziomu, a w zamian dostajemy system “dobij X poziomu i kozacz coraz bardziej w PvP”. Na rozwój postaci wpływ mamy znikomy (wybranie jednej z dwóch gałęzi profesji? Szaleństwo…), bronie i sprzęt mają mało oryginalne bonusy (więcej amunicji do danego typu giwer, szybsze przeładowanie), więc tak naprawdę widzę w tym głównie potencjał potyczek z graczami, co szybko zostanie sprowadzone do dostępu jedynie z najlepszym możliwym rynsztunkiem i rozwiniętymi umiejętnościami. Wróżę zabawę na dwa tygodnie.

Matt: Sporo w tym racji, choć dla mnie samo przejście kampanii, wbicie 32 poziomu i zrobienie 23 Strike’ów to co najmniej 60 godzin zabawy, czego na próżno szukać w innych grach za 200 zł na premierze. Choćbym miał otrzymać singlowo/co-opową grę na te kilkadziesiąt godzin i nawet nie wejść do trybów PvP, nie będę narzekał. Dobra cena na start powinna przyciągnąć do półek sklepowych wszystkich niezdecydowanych lub wygłodzonych wakacyjną posuchą na PlayStation 4, a amatorzy Borderlands, którzy mają już nową konsolę Sony, nie doczekają się Pre-Sequela na obecnej generacji - tutaj może zaważyć efekt “nie ma w co grać, wezmę Destiny”. Poza tym hype i dział marketingu też robi swoje - nawet w moim gronie znalazło się sporo osób, które w FPS-y i Borderlands nie grały, ale słyszały o Destiny i za każdą cenę chciały dostać się do bety. 

Player versus Player

Matt: Jestem typem człowieka, którego futurystyczne multi w stylu Halo lub Killzone’a praktycznie nie interesuje. Sporo godzin spędziłem strzelając się z innymi w Killzone 2, jednak to nie było to. W Destiny obawiałem się, że Halo-podobny styl znowu mi nie podejdzie, jednak muszę przyznać, że po stoczeniu paru walk i opanowaniu wad oraz zalet konkretnych modeli broni, jestem skłonny spróbować tego typu rozgrywki w pełnej wersji. Bungie przygotowało sporo odmian i wariacji zwykłego strzelania do siebie nawzajem, więc krótko po premierze powinienem znaleźć tryb dla siebie. Nie podoba mi się pomysł z wrzucaniem do rozgrywki sieciowej swojej postaci z kampanii, gdzie ludzie z bardziej wypasionym sprzętem mają większą szansę na zwycięstwo, ale z tego co czytałem niedawno, bronie mają się lepiej skalować, dzięki czemu zwykły karabin z 10 poziomu będzie zadawał tyle samo obrażeń co taki sam karabin na poziomie 20. Oczywiście wyłączając tutaj bronie unikalne i legendarne, które same z siebie posiadają jeszcze bonusy. Naprawdę ciekaw jestem jak wymyśliło to Bungie, bo jeśli faktycznie mam dostawać heady od kogoś, kto przejdzie grę i wbije 32 poziom przede mną, to byłoby to najsłabsze podejście do tematu rozgrywek sieciowych ostatnich lat. Ale co by tutaj nie mówić - headshot ze snajperki zasadzony przelatującemu na ścigaczu przeciwnikowi daje sporo satysfakcji. Za każdym razem.

Jaszczomb: ...za tym jednym razem na farcie. Na mniejszych mapach panował chaos, co chwilę ktoś pojawiał się za plecami i zgarniał proste zabójstwo, za co dostawał serie w plecy od kolegi z drużyny poległego i tak w kółko, z respieniem się przeciwnikowi na plecach. Większa mapa dawała odetchnąć, pozwoliła na bardziej taktycznie podejść do tematu i w końcu można było korzystać ze ścigaczy - tutaj jakiś mały plusik. Wciąż jednak ograniczanie naszego ciężko zdobytego sprzętu przez skalowanie obrażeń? To po co godzinami szukałem porządnej snajperki, skoro mogłem wziąć jakąkolwiek? Równowaga to jedno, ale składowy gatunek RPG do czegoś zobowiązuje. Muszą pokazać pomysłowe tryby, w których ten problem nie będzie miał tak dużego znaczenia, bo w przeciwnym razie PvP zostanie zwykłą ciekawostką.

Player versus Environment

Jaszczomb: Tutaj gra błyszczy - odstrzeliwanie potworków i animacje przy zasadzonych łebszotach nie przestawały mnie bawić po wielu godzinach i czekam, żeby zobaczyć jakie jeszcze rodzaje niemilców znajdą się w pełnej wersji. W jednej z pierwszych misji, z tymi biegającymi w ciemności mutantami (a wybierałem zawsze opcję hard, więc twarde gnojki były i broń podstawowa), przypomniała mi się panika z pierwszego Dead Space’a, za co jestem im wdzięczny i zawsze będę starał się grać w nowe misje po nocy. Z misjami Strike (wyłącznie co-opowe, dla 3 graczy) było jednak nieco problemów i parę razy zostałem w grze sam, bo “koledzy” się zniechęcili. Obaj bossowie w końcu padli,  jakaś tam satysfakcja była, ale ci ludzie… no nic, trzeba brać swoich, a nie jakichś losowych.

Matt: Kampanię przejdą wszyscy, z ciekawości. PvP nie jest dla każdego i wtedy zostanie nam tylko to nieszczęsne PvE. Dlaczego nieszczęsne? Wystarczy właśnie trafić na nieogarniętą ekipę lub debila-trolla i z wesołego wypadu na bossów ostanie nam się tylko frustracja z powodu kolesia, który uzna, że dobrą zabawą będzie bieganie przed celownikami przeciwników i nie podnoszenie zmarłych towarzyszy. Jeśli miałbym wybrać jeden element z alfy i bety, który wzbudził u mnie najwięcej emocji, to będzie to właśnie Strike, który mógł trwać nawet godzinę. W pełnej wersji ma ich być 23, a ja już zacieram rączki i liczę, że każdy z nich zajmie tyle samo czasu. W każdym MMO w jakie grałem, to właśnie questy i wszelkiej maści raidy czy dungeony najbardziej mnie interesowały, dlatego z PvE wiążę ogromne nadzieje.

Fireteamy i Public Eventy

Matt: Denerwuje mnie to, że gra, którą nawet Bungie reklamuje jako MMO, człon massive potraktowała po macoszemu. Istotą tego typu gier są gildie i wybieranie się całą paczką na eventy, by zostać zmiecionym przez kładącego połowę drużyny jednym ciosem bossa. Fireteam ma zrzeszać trzech graczy. Wyjście na Raid - sześciu. Za takie MMO to ja podziękuję - chcę wyzwania, chcę, by pot spływał mi z czoła, kiedy dużą ekipą idziemy na jednego przeciwnika, bijemy się z nim przez 3 godziny, a na końcu zbieramy unikatowe przedmioty pokazujące innym, że to właśnie my ubiliśmy to monstrum. Może to Raid będzie czymś takim, ale nadal uważam, że sześciu graczy to bardzo mało. Z innej beczki - podobają mi się Public Eventy, które uaktywniają się podczas swobodnej eksploracji planet. Niektóre są zbyt proste, inne wymagają chwili zastanowienia, ale są typy, które bez pomocy randomowych graczy są niemożliwe do ukończenia w pojedynkę. Pytanie - jak długo ludziom będzie chciało się pomagać sobie nawzajem, bo kiedy wbijanie punktów i grindowanie stanie się ciekawsze od zabawy z nieznajomymi, to Public Eventy nie zdobędą wielu fanów.

Jaszczomb: Tworzenie Fireteamów to komedia, Znalezienie kogoś, wciśnięcie R3, wejście w jego profil i wysłanie zaproszenia do drużyny - a on już dawno jest gdzie indziej. Poza tym ciężko się z ludźmi zgrać np. jako snajper, szczególnie, gdy reszta ekipy lata z shotgunami pod nogami bossa i co chwilę trzeba lecieć im na ratunek. Albo olać, na co ci opuszczają po zgonie grę. Public Eventy zrobiono całkiem nieźle, lecz ich poziom trudności często jest słabo wyważony - powinien dostosować się do liczby uczestniczących bohaterów i ich poziomu, a brałem udział w samotnym ostrzeliwaniu wielkiego bossa (i tylko 5 minut na to dali!) czy zwalczaniu kilku małych fal słabszych przeciwników w trzyosobowej ekipie 8-poziomowych kozaków. Ale co tam - dostałem jakąś monetę za udział!

Klasy postaci

Jaszczomb: Bez szału, trzy klasy - Titan, Hunter i Warlock, w dodatku różnią się jedynie specjalem, atakiem wręcz, skokiem i kilkoma częściami ubioru. W becie nie mogliśmy dojść do 15 poziomu, kiedy wybiera się jedną z dwóch ścieżek rozwoju, ale nowe umiejętności i tak lecą jak po sznurku, nie dając nam w ogóle możliwości wyboru. Z ograniczeniem bety do 8 poziomu, jedyną właściwą opcją był Hunter - rzut nożem i wbijanie go w klatę przeciwnikowi (te animacje!) specjal w formie złotego rewolweru z trzema potężnymi strzałami, pozwalający się wszędzie dostać podwójny skok. To nie jest kwestia moich preferencji - pozostałe klasy ze swoimi umiejętnościami są zwyczajnie ograniczone w stosunku do niego. Także tyle z balansu.

Matt: Mnie niestety dopadło to samo, co uniemożliwiło mi dobrą zabawę w Borderlands 2 - żadna klasa postaci nie przypadła mi do gustu. Jedynie Hunter z rzutem nożem wydawał się interesujący, ale jeśli w grze sci-fi umiejętnością przynoszącą najwięcej frajdy jest rzucanie żelastwem, to coś jest mocno nie-Halo. Titan będzie typowym tankiem i obrońcą uciśnionych, Warlock może namieszać na wyższych poziomach o ile jego umiejętności szybko będą się regenerowały, a Hunter może i jest dobrym snajperem, za to jego umiejętność specjalna nie robi na mnie wrażenia. O ile w przypadku Titana i Warlocka nie trzeba specjalnie nią celować, bo i tak roznosi się fala uderzeniowa zabijająca wszystko wokół, tak Hunterem trzeba mieć nie tylko stabilną rękę, ale i dobre oko - o zmarnowanie cennego strzału bardzo łatwo. Faktycznie poszczególne klasy mało się różnią, ale ciągle mam tę płonną nadzieję, że kiedy bardziej je rozwiniemy, to każda z nich pokaże pazurki.

activision beta bungie destiny dobra/zła gra playstation 3 playstation 4 wrażenia