Wyleciało mi z głowy kALWa888
17.12.2016, 03:30
Weekendowe Granie #150
The Last Guardian w bazie gier
Weekendowe Granie #150
Nasz weekendowy cykl miał ostatnio problemy, ale na szczęście w tym tygodniu kolejnego odcinka nie zabraknie. Nie przedłużając, zapraszam do Weekendowego Grania #150, w którym możemy sobie podyskutować o tym w co obecnie gramy i nie tylko.

Od ostatniego odcinka udało mi się zdobyć platynę w dwóch grach. Pierwszą z nich jest God of War® III (PS3), z którą miałem trochę trudności. Nie trwały one zbyt długo, ale przyprawiły mnie o lekką frustrację – ot, trzeba było po prostu znaleźć sposób na pokonanie lekko przesadzonych przeciwników (tym samym mogę ze śmiałością stwierdzić, że moja przygoda ze wszelkimi platynami w slasherach nie będzie usłana uśmiechami i dźwiękami wpadających trofików, a raczej epitetów i odgłosami zgniatanego pada). Ulepszenie wszystkich broni i mocy nie było specjalnie trudne, bo w porównaniu do poprzednich części, skrzynie z czerwonymi i innymi kulami nie są poukrywane tak dobrze. Gra jest bardzo fajna i z przyjemnością odświeżę sobie ją w przyszłości w wersji na PlayStation 4.

Drugą z tych gier jest Murdered: Śledztwo zza grobu (PS3). Zakończenie lekko mnie zawiodło, bo jest mało satysfakcjonujące. Sama gra jest przyjemna, ale chyba jednak nie przepadam za tego rodzaju znajdźkami – wiele z nich można pominąć i nie ma żadnej informacji o tym ile ich jeszcze zostało. No i takie zaglądanie do każdego kąta bez żadnej mapy też jest męczące. Dlatego przez większość czasu korzystałem z poradnika, szczególnie jeśli chodzi o otwarty teren miasta. Wcześniej pisałem, że może w przyszłości przejdę tę grę jeszcze raz na PlayStation 4, ale nie wydaje mi się bym miał na to ochotę. Lepiej poznać coś nowego i ciekawszego.

Zdobyłem też platynę w Assassin's Creed II™ (PS3) i mam tej serii ostatecznie dość. Wydaje mi się, że nigdy nie odpalę kolejnej odsłony i nie będę jak pewien użytkownik z imieniem na R, który zamiast grać w wartościowego NieR (PS3), woli pływać z oczami konia. Ogólnie nie minęło 30 minut od włączenia gry, gdy zacząłem się wściekać na sterowanie i Ezio, który nie wykonywał moich poleceń. Tak to jest jak pod jeden przycisk ustawia się milion funkcji. Myślałem że zniszczę pada, a rzecz dotyczy przecież podstaw, czyli poruszania się. Dobrze, że przed zdobywaniem platyny miałem tylko 20% piórek, więc korzystanie z poradnika nie było takie bezowocne. Mimo wszystko i tak zajęło mi to kilka godzin – tak, kilka godzin chodzenia za piórkami. Tylko po to, aby dostać palto, w którym musiałem się pokazać w każdym mieście. Nie wiem co to za wynagrodzenie – to palto sprawia, że wszyscy nas ścigają, a to też jest wnerwiające. Nie można się spokojnie ruszyć, bo zaraz jakaś pała się doczepi i jest alarm. „On ma kaptur i dlatego umrze” to ostatnia odsłona z serii jaką sprawdzę. Przestanę chyba w ogóle interesować się grami Ubisoft. Jeszcze za czasów PlayStation 2 mieli kilka fajnych serii, ale teraz to jakaś padaka. I ma być jeszcze gorzej, skoro zapowiadają odejście od gier z fabułą. Co to w ogóle za pomysł? Wracamy do czasów ponga? Tak czy siak, AC II ma świetną muzykę, no ale co się dziwić skoro odpowiada za nią genialny Jesper Kyd. No i przepięknie wyglądają te miasta i inne lokacje. No ale co z tego, jak niemal cała reszta jest przeciętna albo zepsuta? I na domiar złego podobne mechaniki są obecne w większości gier. Nic no, posłuchajmy muzyki, uspokójmy się trochę. Piękne i nastrojowe utwory, które w grze służą jako tło i mało ich słychać, bo sapanie Ezio i innych jest ważniejsze

No i coś epickiego i najbardziej znanego na dokładkę.

Tyle o platynach! Miałem przyjemność recenzować Amnesia Collection (PS4). Nie grałem wcześniej w te gry – od Frictional Games znałem Penumbra: Black Plague i SOMA (PS4). Niestety, wszystkie z tych gier mają ten sam problem – po jakimś czasie przestają straszyć, a na początku robią to świetnie. Wszystko przez to, że bardzo łatwo przejrzeć system w jakim to działa. To, że potwory będą dla nas problemem tylko wtedy gdy usłyszymy ich ryk, to że wystarczy odczekać i prawie zawsze po prostu sobie pójdą, to że jak nas zabiją to odrodzimy się w zasadzie w tym samym miejscu. Ja wiedząc o takich rzeczach nie za bardzo potrafię się bać, choć nastrój budowany przez twórców naprawdę robi wrażenie. No ale o tym wszystkim możecie przeczytać w recenzji, którą napisałem dla naszego PS Site. Kolekcję jak najbardziej polecam, bo sam mimo iż spędziłem z nią tyle czasu jestem nienasycony. The Dark Descent przeszedłem dwa razy i w sumie mam ochotę na więcej, a grałem przez kilka dni bez przerwy. No ale na razie robię sobie przerwę, bo jak się okazało platyny zdobyć nie można – to znaczy, już teraz jest patch, który naprawił ten problem. Próbowałem samodzielnie zebrać wszystkie krzesiwa z pierwszej odsłony, ale nie udało mi się mimo iż zaglądałem w każdy kąt. Zrzucałem książki i słoje z półek, zaglądałem za pudła, przerzucałem je, a i tak jakieś pominąłem. Teraz jeśli do tego podejdę to z poradnikiem. Na razie gram jednak w inne gry, więc platyna sobie poczeka, tym bardziej że już sprostałem platynowemu wyzwaniu jakim sobie postawiłem na ten rok.

Zacząłem też zabawę z Rogue Galaxy™ (PS4) i niestety jestem zawiedziony jego jakością. Grafika jest ostrzejsza, rozdzielczość wyższa, ale co z tego skoro przez to widać jak niektóre z tekstur są rozmazane (szczególnie na budynkach w pierwszej lokacji)? Kiepsko wygląda też sprawa z modelami postaci. O ile postać głównego bohatera wygląda ładnie, to znów za bardzo odróżnia się od reszty. No ale to nie wszystko. Reszta postaci poruszających się po świecie też została poprawionych, ale niestety na odczepnego. Jeden z modeli spotkanych przeze mnie miał jedynie poprawioną twarz i to na tyle niestarannie oddzielono to od reszty jego ciała, że na czole widnieje kreska, pod którą jest szczegółowa twarz, a nad nią rozmazane włosy. Wygląda to tak źle, że zdecydowałem się to uwiecznić magicznym przyciskiem Share. Ponadto litery w menu podręcznym mają poszarpane krawędzie no i gdy się do tego menu wchodzi, muzyka na sekundkę się przycina. Denerwujące. Źle wyglądają też przerywniki i ogólnie ujemnie wpływa to na mój odbiór gry. Z zalet jestem w stanie wymienić jedynie obecność trofeów, ale jestem zawiedziony że zamiast wersji HD, która byłaby o wiele bardziej dopracowana, dostaliśmy potraktowany po macoszemu port. A liczyłem, że dostaniemy Valkyrie Profile 2: Silmeria (PS2), czy Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King (PS2) w dopracowanych wersjach HD, na miarę Kingdom Hearts HD 1.5 ReMIX (PS3). Teraz wiem, że nie ma takiej opcji, bo prędzej dostaniemy taką kupę. To samo tyczy się serii Onimusha i innych wartych przypomnienia produkcji. A pełnoprawne remastery? Widocznie będą to gry z ubiegłej generacji – choć tutaj warto wspomnieć o wyjątku jakim będzie trylogia Crash Bandicoot N. Sane Trilogy (PS4), na którą z niecierpliwością czekam.

Tak czy siak, opisywany tytuł to kawał świetnego jRPG. Bardzo przyjemnie się walczy i eksploruje świat oraz poznaje kolejne losy bohaterów. Fabuła jest ciekawa, aczkolwiek jest kilka denerwujących i zbędnych postaci – ot, taka MIO i jej fani. Nie rozumiem po co komu potrzebna taka postać. Ogólnie skompletowałem już drużynę i można powiedzieć, że większość z nich to takie archetypy postaci z japońskich RPG, ale nie przeszkadza to za bardzo, bo wciąż ich wątki są ciekawie poprowadzone. No i po tych blisko 20 godzinach, jakie spędziłem z grą, jestem jeszcze bardziej ciekaw ich dalszych losów. Na uwagę zasługuje ciekawy system rozwoju postaci, w którym z użyciem odpowiednich przedmiotów na tablicy (podobnej do tej z Final Fantasy XII (PS2)), odblokowujemy kolejne umiejętności. W teorii może nie brzmieć to najlepiej, bo czasem używamy przedmiotów potrzebnych w walce, ale są one na tyle częste i tanie, że ja osobiście problemu z tym nie mam.

Spodobał mi się też pomysł na tworzenie przedmiotów (aż przypomniał mi się Star Ocean: Till the End of Time (PS2)). W pewnym momencie bohaterowie stają się właścicielami fabryki. Cały zamysł polega na zdobyciu odpowiedniego schematu i materiałów, a później wyposażeniu hali w potrzebne maszyny i skonfigurowanie ich – musimy podłączyć do nich zasilanie i sprawić, aby przerobione materiały trafiły do ostatniej maszyny w tym samym czasie. Do tej pory wyprodukowałem może dwa przedmioty, a spędziłem przy tym dobre 2 godziny. Przy okazji zaznaczę, że wszystkich schematów do stworzenia jest 36, więc pewnie w samej fabryce spędzę kilkanaście godzin. Bardzo lubię takie urozmaicenia. Oprócz tego możemy jeszcze łapać insekty i wysyłać je do walki w zawodach nazywających się Insectron (coś na wzór Monster Areny z Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King (PS2)). Nie wiem jeszcze na czym to polega – wiem tylko tyle, że ustawia się klatkę z przynętą i czeka na robaka, a co dalej to już nie wiem. W sumie to tyle. Jest to kolejna gra, która póki co idzie w odstawkę, bo mam do napisania dwie recenzje i wielką produkcję na którą czekałem jakieś 5 lat.

Wspomnianą produkcją jest The Last Guardian (PS4). W sumie przed rozpoczęciem zabawy z tym wspaniałym tytułem, chciałem odświeżyć sobie Ico (PS2) i Shadow of the Colossus (PS2) grając w wersje HD, ale nie zdążyłem się z tym uwinąć przed odebraniem kolekcjonerki – tym bardziej, że w Ico zdecydowałem się na przejście bez zgonu. Jestem przed końcem gry i nie mogę sobie z tym poradzić – przy ostatniej próbie umarłem pod sam koniec gry i niestety, czekało mnie powtarzanie sporego fragmentu. Tak czy siak, The Last Guardian (PS4) to kawał naprawdę pięknej gry, aczkolwiek niepozbawionej problemów. Te tyczą się głównie płynności i koszmarnej pracy kamery. Nie są to rzeczy, które jakoś szczególnie wpływają na mój odbiór gry. Faktycznie, podobnych problemów mogłoby nie być, ale z drugiej strony nie dziwię się, że są. Samo zachowanie cudownego Trico i animacja jego piórek mówi wiele w tym temacie. Jestem trochę miłośnikiem kotów i to stworzenie, które Ueda stworzył na potrzeby gry, ma wiele cech tych dumnych zwierzaków. Ech, ta gra jest tak piękna, że w niektórych momentach po prostu łzy napływały mi do oczu, choć nic szczególnego się nie działo. Początek gry to próba podejścia do Trico. Gdy już uda nam się jemu pomóc, zaczyna się prawdziwa zabawa. Możemy mu niby wydawać jakieś polecenia, ale jest na tyle kapryśny, że nie zawsze zareaguje na nasze komendy – całość nabiera kolorków gdy weźmiemy pod uwagę, że nie ma w tym ani trochę skryptu. Stwór faktycznie analizuje to co się dzieje i reaguje na to tak prawdziwie, jak to możliwe w grze. Z czasem więź z chłopcem staje się głębsza i aż serce boli od tych wielkich czarnych ślepi wlepionych z wyrazem wyczekiwania. Albo gdy Trico wyje ze smutkiem, gdy go na chwilę zostawimy. Albo gdy bawi się łańcuchem na który mamy się wspiąć. No coś wspaniałego. Nie chcę się jeszcze za bardzo rozpisywać o tym wyjątkowym tytule. Dlatego tylko krótko wspomnę, że denerwowałem się niektórymi fragmentami – takie przenoszenie beczek, gdzie musimy je przerzucać na coraz wyższe platformy. No ale takich fragmentów było jak dotąd niewiele. Bardzo ciekawi mnie jak potoczy się ta historia. Póki co tempo jest dość spokojne i wydaje mi się, że wielu graczy nakręconych widowiskowymi zwiastunami szybko się znudzi. No ale to Ueda, jego gry od zawsze mimo iż mocno znane, skierowane są do węższej grupy odbiorców. No dobra! Czas kończyć wywód i pochwalić się kolekcjonerką, bo wygląda naprawdę cudnie.

W jej skład wchodzi gra w metalowym opakowaniu (naprawdę ślicznie się prezentuje), 70-stronicowy artbook (ojojoj, ale on ładny), zestaw naklejek i ta piękna statuetka Trico z chłopcem stojącym na głowie stworzenia. To zdecydowanie gwiazda zestawu i nie mogę się doczekać, aż w końcu będę miał miejsce żeby ją postawić. Oprócz tego mamy jeszcze niepełny cyfrowy soundtrack i motyw do wykorzystania na PS4. Całość mieści się w twardym kartonowym pudle wyglądającym jak drewniana skrzynia oraz w kartonie służącym za opakowanie. Jestem bardzo zadowolony z tej kolekcjonerki, tym bardziej że to pierwsza jaką w życiu kupiłem. Teraz już wiem, że nie ostatnia. No cóż, mam nadzieję, że uda mi się pograć w tę grę jeszcze przez ten weekend, ale zobaczymy bo trzeba uporać się z recenzjami, o których za bardzo pisać nie mogę.

Ode mnie to wszystko! Wiem że trochę krótko, ale cóż. Czas nagli, pracować trzeba. Niedługo wolne, więc możecie spodziewać się obszerniejszych odcinków. Mój plan na weekend to obejrzeć całą serię filmów Underworld (jedynka już za mną), pograć trochę w The Last Guardian (PS4) i… skupić się na grach do recenzji. Plany planami, a jak to wychodzi to sami wiecie. Do zobaczenia w komentarzach!

Oceń notkę:
+ +11 -