Wyleciało mi z głowy kALWa888
05.11.2016, 00:34
Weekendowe granie #145
Murdered: Śledztwo zza grobu w bazie gier
Weekendowe granie #145
Zbliża się koniec roku, jest więc coraz więcej czasu na granie, kończenie wyzwań, maksowanie gier, platynowanie ich. Po prostu weekendy stają się coraz dłuższe! Jest też ta pora roku, podczas której zdarza się zachorować, a przecież nie ma lepszych antybiotyków niż kołdra, pad, konsola, telewizor i gra, ewentualnie film albo książka.

No właśnie. Sam się teraz leczę więc zaufajcie mi, wiem co mówię. Leżenie pod kołdrą i granie działa jak nic innego. No, powiedzmy że czasem warto wziąć jakieś leki i się zdrzemnąć, bo też pomaga. No ale nie ma nic lepszego w leczeniu ciała niż pucowanie pucharków! I tego się trzymajmy. Jak zwykle po takiej przerwie od pisania kolejnych wpisów nazbierało mi się trochę ukończonych/napoczętych gier. No ale po to mamy ten blog, żebyśmy mogli sobie o tym opowiedzieć! Zacznę od pochwalenia się platyną w Deadpool (PS3). Była całkiem prosta, ale robiłem ją dłużej niż było to wymagane. Ot, wszystko dlatego że nie trzymałem się poradnika, a po prostu grałem po swojemu. Swoją drogą, przejście gry na najtrudniejszym poziomie takie trudne nie było, bo ulepszenia z poprzednich przejść przechodzą na kolejne. Najgorsi w tym wszystkim byli strzelający przeciwnicy. Jak się okazało najbardziej śmiercionośnymi atakami w moją stronę były strzały bronią palną z bliskiej odległości. Trochę dziwne jest to, że z bliska takie strzały uśmiercały bohatera niemal natychmiast, ale już z daleka mógł ich przyjąć do swojego ciała całkiem sporo. No ale ta gra od pierwszych chwil pokazuje, że nie jest dopracowana pod kątem technicznym. Szkoda, bo gdyby była lepsza pod nie tylko tym względem, mogłaby być niemałym hitem. No ale skoro film przyjął się tak dobrze, to może jest jakiś cień szansy na powstanie lepszej gry. Tak czy siak, w zdobywaniu platyny jedną z mniej przyjemnych rzeczy było przechodzenie wyzwań i trofea które wymagały nie wpadnięcia do zatrutej wody w kanałach, czy w przepaść w jednym z fragmentów ostatniego poziomu. No ale wystarczyło się po prostu przez chwilę na tym skupić i jakoś przyszło. Zaraz po wbiciu platyny stwierdziłem, że ponowne platynowanie nie przyjdzie mi tak łatwo, ale teraz jestem przekonany że za rok chętnie odpalę wersję na PlayStation 4 i zdobędę w niej platynę. Po drodze zrobię masę screenów i nagram kilka filmików, bo bardzo podoba mi się design growego Deadpoola. Aczkolwiek szkoda, że przeważają zrujnowane i ponure miejscówki, no ale może w którymś momencie stało się to standardem w komiksach.


Po uporaniu się z platyną w powyższym tytule, zabrałem się za ukończenie fabuły w Grand Theft Auto V (PS4). Nie za bardzo chciało mi się grać w coś innego, bo gra jest naprawdę świetna i nie dziwię się, że tak dobrze przyjęła się wśród graczy i krytyków. Jedna z gier które faktycznie zasłużyły na to ogólne uwielbienie. W sumie niczego jej nie brakuje. Ma dobrą fabułę ze świetnymi postaciami, tony genialnych dialogów, śmiesznych sytuacji, odniesień do tego co dzieje się wokół nas, do popkultury i wiele więcej. Fakt, niektórych może znudzić ten wielki świat, jeżdżenie za kolejnymi zadaniami, czy ogólnie pewna powtarzalność zadań. Jednak na moje oko to wszystko jest na tyle sprawnie zamaskowane, że osobiście nie poczułem znużenia podczas przechodzenia wątku fabularnego i okazyjnego skakania na bok. Dotarcie do i ukończenie ostatniego zadania zajęło mi jakieś 50 godzin, co bardziej pasuje do typowej gry z gatunku RPG (ewentualnie z przedrostkiem "j"), ale w sumie trudno mi stwierdzić, czy to wyjątek w serii - w końcu w "piątce" mamy trzech grywalnych bohaterów. W sumie póki co odpoczywam od tej gry, nie sięgnąłem więc po tryb wieloosobowy, ani nie bawię się w robienie większych zadań dodatkowych, bo wolę po prostu zabrać się za gry, których nie znam albo po prostu wymaksować napoczęte tytuły. Niemniej jednak będę sobie co jakiś wracać do tej produkcji i pomalutku zdobywać wszystko co do zdobycia zostało. Jest to jedna z tych platyn, na których szczególnie mi zależy. Muszę też zainteresować się multi, póki jacyś ludzie jeszcze w to grają. Same napady wydają się bardzo ciekawe, ale nie podoba mi się edytor postaci. Na moje oko prezentuje się biednie i będę musiał jeszcze raz stworzyć postać, bo obecna po prostu mi nie wyszła.

Nie no, Trevor jest bardzo udany. To nie ta postać. Ale tak nawiasem mówiąc, to bardzo ciężko go ubrać "na elegancko". Tutaj jeszcze w miarę to wygląda, ale znów ten zaniedbany zarost na policzkach. Czy raczej zaniedbany jego brak.

W końcu uporałem się z fabułą w Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 4 (PS4). Ostatni raz zacząłem jakąś produkcję od późniejszej części. Na pewno nie zrobię tego w przypadku takiej gry, w której fabuła ma jednak większe znaczenie niż w takiej serii Tekken. Wcześniej przeszedłem najpierw Yakuza 3 (PS3) zamiast cierpliwie poczekać do nabycia części pierwszej i drugiej. Na szczęście udało mi się to w miarę wygonić z głowy, przejść "jedynkę" i po prostu czekać na okazję, w której będę mógł ograć najtrudniej dostępną "dwójkę". Plan mam taki, że jak już ją zdobędę to jeszcze raz przejdę pierwszą odsłonę ale już na 100%, potem zrobię 100% w drugiej i zdobędę platynę w trzeciej. Wiem, że nie będzie to łatwe, ale robiło się trudniejsze i bardziej czasochłonne rzeczy. Nieważne. Chodzi o to, że przy Naruto znów popełniłem ten błąd i po prostu nie mogłem się wczuć w fabułę, ale znów nie byłem w stanie (przez własne zasady) omijać scenek fabularnych, co mocno przyspieszyłoby ukończenie gry. Tymczasem oglądałem te filmiki, słuchałem dialogów których nie rozumiałem i w sumie traciłem czas, bo mogłem po prostu skupić się na walkach. Te znów też nie szły mi najlepiej i póki co nie mam cierpliwości na zdobywanie najlepszej oceny we wszystkich rozdziałach. Nie do końca rozumiem ten system walki, no ale ogarnę sobie to kiedyś, na spokojnie. Po zrobieniu trybu fabularnego zabrałem się za tryb przygodowy, który spodobał mi się bardziej - przynajmniej jeśli chodzi o mechanikę. Bardziej przypomina to jRPG. Biegamy po świecie gry, rozmawiamy z postaciami, pomagamy im, czasem walczymy i tak dalej. Zwykły tryb wygląda zgoła inaczej. Składa się jedynie z filmów i momentów w których walczymy na arenie. Jest całkowicie pozbawiony eksploracji i niestety nie odpowiada mi to ani trochę. Tym bardziej, że inne tryby poza tym przygodowym też polegają na walce. Dlatego na razie nie mam zamiaru zdobywać platyny, zostawiam to sobie na przyszłość. Być może zrobię to dopiero po poznaniu poprzedników. Z tego co wiem "czwórka" jest ostatnią odsłoną. No ale gra ostatecznie całkiem mi się spodobała. Od tego studia zdecydowanie wolę Asura's Wrath (PS3) (genialna produkcja), ale Naruto też ma swoje zalety. Bardzo fajnie wyglądają walki. Są szybkie, efektowne, ładne. Zawiodłem się na przerywnikach, bo te najczęściej są statyczne. Czasem działają na silniku gry, a czasem są biedną animacją. Może i przez to źle śledziło mi się fabułę. Muzyka stoi na bardzo wysokim poziomie, no ale to cecha obecna już w anime. No i cóż, to tyle. Oceniłem 8/10 i jak będę miał ochotę to czasem wrócę, ale nie spieszy mi się, więc w tym roku platyny raczej nie wbiję.


Ukończyłem i zdobyłem 100% trofeów w czymś co zwą Hatoful Boyfriend (PS4). Niestety. Wiedziałem, że to czytanka, ale nie wiedziałem że tak słaba. Z początku wybaczyłem nawet obecność tych bardzo nudnych ścieżek, w których człowiek podrywa ptaki w specjalnej szkole dla ptaków. Kilka tych ptaków to w sumie fajne postacie, ale taki Okosan ze swoim ciągłym gadaniem o puddingu jest raczej irytujący, ale jego pełne zakończenie było całkiem zabawne. No ale Yuuya był bardzo fajny, szlachetny Sakuya również. Całkiem fajne wrażenie zostawił po sobie Shuu, ale znów jego ptasia postać nie pasowała za bardzo do ludzkiej. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że po ścieżkach z randkowaniem miał nastąpić przełom, fabuła miała stać się ciekawa, a nawet genialna. Niestety, ostatnia ze ścieżek, ta która ma decydować o jakości tej produkcji nie wynagrodziła mi wcześniejszej nudy. Fakt, było o wiele lepiej, ciekawiej, ale wlokło się to niemiłosiernie, bo było przedłużane. Sam pomysł na świat opanowany przez ptaki też do mnie nie przemawia - no sami chyba przyznacie, że ciężko traktować coś takiego poważnie. No i jestem pewny, że gdyby nie te nudne randkowanie, to produkcję odebrałbym o wiele, wiele lepiej. No i może gdyby ptaki były zastąpione zwierzętami które wzbudzają większy respekt. Kolejnym problemem tej "gry" jest jej tragiczne wykonanie. Rysunki przedstawiające miejsca w których rozgrywają się sceny są po prostu brzydkie. Portrety ptaków (którymi są zdjęcia prawdziwych) zdarzają się być niskiej jakości. Przy tym wszystkim nadmienię, że czytałem tę grę na dużym ekranie, więc pewnie mój odbiór jest przez to gorszy. No ale co poradzić, jak ludzie coś chwalą, ja to sprawdzam, a PSV nie posiadam.


Udało mi się w końcu zdobyć platynę w słabym i przeklętym przez głupie dziecko Ethana Heavy Rain™ (PS3). Zajęło mi to sporo czasu, bo zmarnowałem jedno z przejść w którym starałem się o zbrodnię doskonałą. A nie... zmarnowałem dwa przejścia. Najpierw zaprzepaściłem sprawę u Manfreda, a później wybrałem złe miejsce pobytu głównego bohatera w momencie kulminacji wydarzeń. Na platynę uparłem się jednak tak bardzo, że po tym drugim zepsuciu tego zakończenia od razu zabrałem się za ponowienie próby. Nie było tak źle, bo jednocześnie czytałem książkę podczas gdy postacie ze sobą walczyły albo rozmawiały. Zmuszony byłem grać jedynie w tych momentach, w których faktycznie musiałem czegoś dopilnować. Po zrobieniu zbrodni doskonałej pozostało zdobycie wszystkich zakończeń. Jak się okazało, musiałem po raz kolejny przejść całkiem spory fragment gry, bo niektóre z postaci uśmierciłem zbyt szybko. No ale zajęło mi to kilka godzin i tyle. Wraz z ostatnim zakończeniem wpadła platyna. Tym samym obiecuję sobie, że już nigdy nie sięgnę po tę produkcję. W sumie teraz łatwiutko byłoby wbić platynę na PS4, ale nie mam ochoty patrzeć na te postacie, po raz kolejny przechodzić przez tę marność wśród produkcji należących do gier. I oby David Cage został od tego odsunięty na zawsze. Niech nie robi więcej gier, błagam. Nie dawajcie mu pieniędzy, prędzej czy później i tak wyląduje w piwnicy jakiegoś szalonego lekarza. I nie będzie wtedy wiertarki, która pojawi się na ratunek.


Kolejną produkcją którą ukończyłem i w której od razu zdobyłem platynę było Grim Fandango (PS4). Naprawdę cudowna gra i cieszę się, że powstała ta odświeżona wersja. Szczerze mówiąc dziwię się fali hejtu jaka spłynęła na ten remaster. Rozumiem, że fajnie byłoby dostać pełnoprawny remake, ale przecież to remaster. Wiele różnych gier takowy dostała, już nawet po roku - co samo w sobie blokuje możliwość stworzenia remake'u. Grim Fandango (PS4) w stosunku do oryginału poprawia oświetlenie (można to porównać w samej grze z pomocą odpowiednich opcji), podnosi rozdzielczość tekstur (szczególnie widoczne jest to na postaciach), dodaje nowe sterowanie i trofea. Jest to więcej niż oferuje większość remasterów. Wiem, że jednocześnie gra wygląda mało imponująco, ale przecież twór jest dość stary (1998) i żeby dobrze wyglądał musiałby zostać stworzony od nowa. Czy w czasach, w których gry przygodowe nie tyle leżą i kwiczą, a prawie nie istnieją, są faktyczne szanse na stworzenie takiej gry od podstaw? Wydawcom raczej nie widzi się finansowanie czegoś takiego. A wchodząc głębiej w opinie - ludzie nie widzą fenomenu tej gry, uważają ją za nudną i ogólnie meh. Dla mnie to absurd, produkcja jest genialna, ale co poradzić. Przecież w grze trzeba myśleć, szukać niekonwencjonalnych rozwiązań no i się nie strzela. Nic dziwnego że "7 to zbyt wysoka ocena", a 10/10 dla The Last of Us Remastered (PS4) z technicznymi niedoróbkami i nie wnoszącego nic nowego jest zbyt niska. A później się dziwić że gry coraz bardziej oczojebne i uproszczone.

Wróćmy jednak do dzielenia się wrażeniami na temat tej produkcji. Najłatwiej wspomnieć o genialnym protagoniście, bo nim przecież gramy. Na początku jest wątpliwej jakości pracownikiem Departamentu Śmierci - w tym momencie mocno czuć klimat noir. Tim Shafer zdecydował się na nawiązanie do tego nurtu, bo stwierdził iż w filmach z tego okresu dialogi były prawdziwsze, bardziej bezpośrednie w porównaniu z kinem z lat 90, w których gra powstawała. No i faktycznie muzyka która przygrywa w tle bardzo pasuje do tego nurtu. Jako ciekawostkę dodam, że w oryginalnym wydaniu na PC w instrukcji wspomniane jest, żeby gracz nie brał przykładu z palących papierosy postaci, bo są martwe i nie muszą martwić się swoim zdrowiem. Czy takie smaczki nie są cudowne? (Co do ogólnego wyglądu postaci - nigdy gry ani nie poszukiwałem, ani w nią nie grałem, ale postacie wyglądają bardzo znajomo. Nie wiem dlaczego, może kult tej gry dosięgnął mnie jeszcze przed zainteresowaniem się nią). Swoją drogą, oprócz nurtu noir, w nawiązaniach pojawia się meksykański folklor. Sam bohater nazywa się Manuel Calavera, gdzie calavera to w tłumaczeniu mniej więcej "ludzka czaszka" po hiszpańsku oraz jej podobizny, czy to z cukru czy w bardziej artystycznej formie. Postacie swoim wyglądem nawiązują do meksykańskich figurek przedstawiających kościotrupy. Figurki te nazywane są calaca i służą jako dekoracje podczas Dnia Zmarłych obchodzonego w Meksyku.

Wspominałem wcześniej o fabule. Pokrótce chciałbym ją przedstawić, oczywiście bez zdradzania istotnych szczegółów, mogących zepsuć zabawę. Manny Calavera pracuje w Departamencie Śmierci umiejscowionego w Ósmym Kręgu Zaświatów, do którego trafiają dusze umarłych ludzi. Manny jest więc śmiercią, która przychodzi do zmarłych, zabiera ich do Departamentu i tam analizuje ich życie. Im wyższa ilość dobrych uczynków w życiu zmarłego, tym bardziej zasługuje na lepsze warunki podróży do Dziewiątego Kręgu Zaświatów, w którym zmarli spędzają swój wieczny spoczynek. Tacy jak Manny i reszta nie zasługują na wieczny spoczynek, są więc zmuszeni pracować w takim departamencie. Oprócz naszego bohatera są inni pracownicy i jak się okazuje, coś nie do końca gra, bo zasłużone dusze nie dostają swoich biletów. Nasz bohater chce więc rozwiązać tę zagadkę. Akcja gry rozłożona jest na 4 lata - zaczynamy jako pracownik departamentu, by później być kimś innym. Bardzo spodobało mi się to, że nasz bohater ma niejedną postać, że jego charakter zmienia się wraz z wyglądem i ma to miejsce co rok. W scenariuszu mamy tony świetnego dialogu, nawiązań do popkultury, odniesień do prawdziwych wydarzeń no i te genialne postacie. Glottis jest naprawdę urzekający, ale w sumie żeby wymienić najlepsze postacie musiałbym po prostu spisać je wszystkie. Bardzo to wszystko fajne i nie dziwię się, że gra obrosła kultem. Już teraz mam ochotę na powrót do niej, ale jak już to zagram w oryginał na PC. Jeśli wszystkie gry Tima są na podobnym poziomie, to niedźwiedzie czymajcie MIE, bo nie wyczyMIE. Ode mnie ten remaster dostaje 8/10. Zdarzały się problemy natury technicznej jak okazyjne problemy z uruchomieniem, czy jakieś poszarpane krawędzie. Glitchy o których sporo osób wspominało nie uświadczyłem. O właśnie - brak automatycznego zapisu to zaleta, bardzo się cieszę że go nie było.


W końcu doszliśmy do planów na obecny weekend. Pierwszym z nich jest zdobycie platyny w napoczętym kilka dni temu God of War® III (PS3). Kiedyś przechodziłem tę produkcję, ale na pożyczonym PlayStation 3 i nie na swoim koncie. W sumie też niewiele już pamiętałem, poza tymi najbardziej brutalnymi fragmentami (no tak, bo co innego mógłbym zapamiętać). Początkowe wrażenie nie było takie jak się spodziewałem, więc albo po prostu doszczętnie znudziłem się tą formułą, albo ta gra nie imponuje mi tak jak kiedyś. No ale przyznam, że im dłużej pograłem tym bardziej zacząłem doceniać fenomen tej produkcji. Oczywiście bardzo przyjemnie się gra, bo to wciąż ta sama sprawdzona formuła. Grafika jak na swój wiek też robi wrażenie, ale odniosłem wrażenie że nie jest wystarczająco ostra. To pewnie przez God of War: Wstąpienie™ (PS3), które prezentuje wyższy poziom, a niedawno ogrywałem. Jedno przejście gry jest za mną. W jego trakcie udało mi się zrobić większość trofeów, które można pominąć. Teraz pozostało mi jedynie przejść grę na poziomie trudności Tytan i przy okazji ulepszyć wszystkie bronie na maksa. Gra mi się bardzo fajnie. Podoba mi się to, że wracają znane motywy muzyczne w nowych aranżacjach jak również to, że jest to najbrutalniejsza część ze wszystkich. W żadnej innej nie odrywamy nikomu głowy, nie odcinamy nóg i nie wydłubujemy oczu - a przynajmniej nie robimy tego komuś, kto wygląda jak człowiek. Świetny jest też design świata, nowości w serii jak Kratos we krwi podczas walk. Wydaje mi się też, że jest to najbardziej ponura odsłona, no ale co się dziwić. W sumie do końca dużo mi nie zostało, bo jestem już po pokonaniu Kronosa (biedny tytan, nasz bohater dał mu nieźle popalić). Może uda mi się to dokończyć za jednym posiedzeniem, zobaczymy. Mam zamiar uporać się z tym w ten weekend. Jak będzie mi się chciało, to sprawdzę swoje możliwości na poziomie Chaos, dla samego porównania względem poprzednich części. Jak dotąd "jedynka" wydaje mi się najtrudniejsza, pewnie przez walkę z Aresem, z którą zawsze miałem problemy.


Zacząłem też Murdered: Śledztwo zza grobu (PS3). Bardzo fajna i przyjemna gra. Cechuje się fajnym klimatem, ciekawym bohaterem i banalnie prostą i przyjemną rozgrywką. Tytuł dobry na odstresowanie się po ciężkim dniu. Podoba mi się cały pomysł prowadzenia tych śledztw i muszę przyznać, że brakuje mi podobnych gier. Ta znów jest nieco udziwniona śmiercią głównego bohatera, a ja teraz chciałbym zagrać w dość realistyczną grę w klimatach noir, w której uczestniczy się w śledztwach, strzelaninach i pościgach. Czy L.A. Noire (PS3) mnie zadowoli? Tak czy siak, podoba mi się to całe Śledztwo zza grobu. Fabuła jest dość ciekawa, choć najpewniej za jakiś czas zrobi się przewidywalna. Nawet jeśli się tak stanie nie uznam tego za wielką wadę.  To samo jeśli okaże się zbyt krótka. Jeśli się nią nie nasycę, przejdę sobie jeszcze wersję na PlayStation 4, ale to raczej w przyszłości. Obecnie jestem na cmentarzu, nie wiem jak daleko do końca, ale wydaje mi się że przed końcem weekendu fabuła będzie za mną. Ogólnie wersja na PlayStation 3 nieco brzydko wygląda - tzn, najbardziej co rzuca się w oczy to słabe tekstury i mocno poszarpane krawędzie, no ale gra chodzi w miarę przyzwoicie, więc jak najbardziej da się grać. Nie to co Śródziemie: Cień Mordoru (PS3).


FILMY
Tyle o grach. Ostatnimi czasy często chodzę do kina i jeśli też macie to w zwyczaju, muszę Was przestrzec przed jednym filmem. Mowa o Ouija: Narodziny zła (2016). Chciałem sobie obejrzeć jakiś nowy horror, w nadziei że trafię na coś dobrego. Niestety, reżyser tego filmu odwalił taką kaszanę, że w pewnym momencie chciałem opuścić salę kinową, a nigdy mi się to wcześniej nie zdarzyło. Zostałem jednak do końca filmu, ale w pewnym momencie rozbawienie zostało zastąpione zażenowanie i nawet śmiech towarzyszki nie pomógł w lepszym odbiorze tego kiepskiego filmu. Żeby naprostować od razu powiem, że nie był to horror przeciętny, który korzysta z oklepanych schematów, ale robi to przyzwoicie. Ten film nie dość że jest sztampowy od A do Z, to jeszcze te wszystkie oklepane motywy łączy w tak zły sposób, że w pewnym momencie poczułem wkurwienie, że ktoś o tak niskich umiejętnościach reżyserskich zarabia na tym pieniądze. No i ciągle się zastanawiałem czemu to trafiło do kin. Jest tyle ciekawych filmów, a nasi dystrybutorzy wybierają takie gówno. Toć od pierwszych scen było widać, że ten obraz nie mógł być dobry. No ale dość hejtu, może zwiastun wystarczająco Was zniechęci. A film to zdaje się połączenie wszystkich podgatunków horroru: motyw opętania, trochę slashera, trochę o duchach... a nie, zombie zabrakło, gore też. Aha, zapomniałem wspomnieć, że większość filmu to tanie jump scare'y i brak dobrego ambientu budującego napięcie. Zabrakło nawet tak podstawowego elementu. I ciągle tylko ŁUP!!!!!!! BUM!!!!! Bo to takie straszne. Może za pierwszym razem wystraszy, ale przy szóstym z kolei zacząłem chować twarz w dłoniach z poirytowania. Ile trzeba nakręcić takich filmów, żeby twórcy zrozumieli że to już jest tak oklepane, że powinno im być wstyd za korzystanie z takich motywów? Zwolnić tych idiotów, niech w cyrku małpy straszą. Albo słonie.


No ale nie myślcie sobie, że dla mnie chodzenie do kina to katorga. W żadnym wypadku! Byłem na świetnym Doctor Strange 2016, o którym rozpisywać się nie będę, bo na stronce macie recenzję. Mi się film bardzo spodobał, podoba mi się ten styl w jakim Marvel robi swoje filmy. Świetne efekty specjalne, odpowiednio wyważony, niegłupi humor no i ciekawe postacie. Tak mi się spodobał, że oceniłem na 9. I szczerze polecam.

Nie o tym jednak chciałem pisać. Otóż byliśmy na Ja, Daniel Blake (2016). Totalnie nie wiedzieliśmy co to jest, ale po przeczytaniu krótkiego zarysu fabuły z broszurki, stwierdziliśmy że można to sprawdzić. Film okazał się świetnym, surowym dramatem obyczajowym. To znaczy, mówiąc o surowości mam na myśli minimalistyczną formę - mało muzyki i jak wiadomo zero efektów specjalnych, co tylko potęgowało tę świetnie opowiedzianą historię. Tytułowy Daniel Blake to zwykły obywatel, który nie może pracować przez atak serca, którego ostatnim razem dostał. Ma jednak problem, bo urząd odmawia mu wypłacenia należnych pieniędzy i zmusza do szukania nowej pracy. W trakcie załatwiania swoich spraw poznaje kobietę, która jest w jeszcze gorszej sytuacji. No i tutaj zaczyna się w sumie ta ciepła i smutna opowieść o człowieku walczącym z systemem. Mnie film rozbawił, wzruszył i... cóż, ogólnie jest dość autentyczny, choć do kilku szczegółów można się przyczepić. Niemniej jak najbardziej polecam, bo mógł Was ominąć, a jeśli lubicie podobne filmy, to powinien się Wam spodobać.


W sumie tyle ode mnie! Moje plany odnośnie gier na weekend już znacie. Mam zamiar wybrać się do kina na trzy filmy i prawdopodobnie będą to Służąca (2016), Księgowy (2016) i Przełęcz Ocalonych (2016). Oby udało się znaleźć czas na to wszystko. Życzę Wam udanego weekendu i do przeczytania za tydzień!

Oceń notkę:
+ +15 -