Wyleciało mi z głowy kALWa888
16.09.2016, 18:12
Weekendowe granie #138
Uncharted 2: Among Thieves™ w bazie gier
Weekendowe granie #138
Oto nastał czas wolnego, wolny czas, który szybko przeminie. Dlatego trzeba go chwytać garściami, jak WunGiel w restauracji.

Nie było mnie przez 2 tygodnie, więc trochę się tego nazbierało! Od ostatniego wpisu uporałem się z kilkoma rzeczami, co bardzo mnie cieszy, i uwaga: nie tyczy się to tylko trofeów! Zacznę od tego, że zdobyłem platynę w Ni no Kuni: Wrath of the White Witch (PS3). Łącznie z wcześniejszym przejściem gry zajęło mi to jakoś 140 godzin, z czego jakieś 60 poszło na fabułę. Ogólnie było całkiem przyjemnie. Aż przypomniały mi się czasy kiedy to z zachwytem calakowałem Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King (PS2) – jednego z moich ulubionych jRPGów. Tam było to o wiele trudniejsze, ale przy NNK i tak musiałem uzbroić się w cierpliwość, szczególnie jeśli szło o łapanie kolejnych potworków i rozwijanie ich w kolejne formy. Nie było to takie proste, bo niektóre z nich rozwijały się powoli, ale jednocześnie znaczyło to, że są silniejsze od reszty. Miałem jednak możliwość pójścia w jedno miejsce, gdzie grasuje Tokotoko – płochliwy stworek wyglądający jak małe towarzysze Totoro, ale tutaj są z laską. Myk polegał na tym, żeby zabić go jak najszybciej, bo dawał naprawdę sporo doświadczenia. W DQVIII zabrakło tego typu ułatwień. To znaczy były metalowe slime’y, ale pojawiały się o wiele rzadziej i jednak stosunkowo tak dużo doświadczenia nie dawały. No i trudno było je zabić, bo… były z metalu. Poza zwykłym rozwijaniem dla uzupełniania bestiariusza, potrzebowałem też rozwinąć potworki, które wygrałem w kasynie. Wszystko po to, aby wygrać specjalny turniej w którym nasi bohaterowie i ich stworki walczyli przeciwko innym. Ostatnie dwie rundy naprawdę dały mi w kość, mimo iż byłem na maksymalnym poziomie doświadczenia.


Uciążliwe było też polowanie na mega rzadkie składniki do receptury alchemicznej potrzebnej do ostatniego zadania dodatkowego. Spędziłem na tym dobre 10h (tak, bieganiu w kółko i czekanie aż pojawi się potworek, z którego wyleci mi pożądany przedmiot). Zaczynałem tracić wiarę i już planowałem odstawienie gry żeby wbijać tę platynę na spokojnie, ale jednak nie dawało mi to spokoju i stwierdziłem, że lepiej biegać w kółko w jakiejś chińskiej grze dla dzieci, niż nie jeść, nie spać po nocach i ciągle jęczeć, nawet podczas kupowania mleka w spożywczym. Serio, po prostu jakoś się odczepić nie mogłem. Przyznam też, że zachciało mi się wbić platynę w jakimś innym jRPG. Póki co do wyboru mam White Knight Chronicles (PS3), ale to odpada z uwagi na to, że czas potrzebny do platyny to ponoć aż 600 godzin. No cóż, kiedyś się za to zabiorę, ale na razie poczekam. Oprócz tego mógłbym zabrać się za Tales of Xillia (PS3), Final Fantasy XIII (PS3) czy Pier Chujar HD. Szczerze mówiąc będę miał problem ze zdecydowaniem się, ale najbliżej mi do Final Fantasy XIII (PS3), w której jestem po ukończeniu wątku fabularnego i wstępnego grindu.


Nie mówmy jednak o tym na razie. Wbiłem platynę w WRC 3: FIA World Rally Championship (PS3) i jestem z tego powodu bardzo zadowolony. W końcu mam spokój od tej gry. Nie muszę już oglądać tych parszywych mord rodem z komiksów nawiązujących do Mody na Sukces. Nie muszę też starać się o te pierdolnięte gwiazdki i męczyć z modelem jazdy, który sprawia że samochód zachowuje się tak jakby zawsze był na lodzie, niezależnie od powierzchni. Nie muszę się męczyć z przeklętymi trybami dodatkowymi, w których zmuszali mnie do robienia jakichś niestworzonych rzecz. Masakra. Gry nie polecam nikomu, tym bardziej że na rynku jest choćby DiRT 3 (PS3) i Gran Turismo 6 (PS3). WRC 3 mogło być fajne, gdyby polegało po prostu na zwykłym uczestnictwie w rajdach. To zdobywanie gwiazdek to maksymalnie poroniony pomysł, bo odwraca uwagę od zajmowania pierwszego miejsca. Ponadto są zawody polegające na przejeżdżaniu przez bramki, czy jeżdżenie rozpadającym się  (dosłownie) samochodem, który musimy naprawiać w przelocie wjeżdżając w specjalne ikonki. To już głupi pomysł, choć w teorii brzmi fajnie. Były jeszcze inne, ale gry mam na tyle dość, że już pisać mi się o niej nie chce. Chciałem dać jej 5/10 ale wydawało mi się to jednak niesprawiedliwe, więc oceniłem 6/10. Żałuję, że kiedykolwiek to uruchomiłem.


Ukończyłem też podstawowy scenariusz w Resident Evil 4 HD (PS3). Przyznam, że najprostsze na świecie to nie było, no ale co się dziwić. Seria nigdy jakoś szczególnie łatwa nie była, a prawdopodobnie znubiałem też od tego ciągłego grania w nowsze gry. W sumie to bardziej zaskoczyła mnie sama długość gry. Na scenariuszu Leona ratującego Ashley zeszło mi prawie 23 godziny, a to naprawdę sporo jak na tego typu grę. Przy okazji zaznaczę tu, że zdobyłem wszystkie figurki za dobre wyniki na strzelnicy. Nie było to jakoś super trudne, ale jakieś trzy godziny na tym przesiedziałem. Grunt to najpierw spokojnie nacelować, a dopiero później strzelić pojedynczym strzałem. Jeśli zależy nam na wyniku, nie możemy strzelać seriami. Liczy się to, aby każdy pocisk trafiał w cel. Dzięki temu pojawia się możliwość ustrzelenia bomby dającej masę punktów. Niebawem zabiorę się chyba za scenariusz Ady, póki jeszcze pamiętam jak się w to gra, no ale moją uwagę odwraca próba zdobycia platyny w mega filmowym doświadczeniu, od którego turlasz się po podłodze ze smutku. Sale kinowe dla graczy, trójwymiarowe łzy po raz pierwszy w historii. No i deszcz. Ulewa. Po raz pierwszy w grach.

Marudzę tutaj o Heavy Rain™ (PS3), jeśli jesteś fanem twórczości Nicolasa Cage’a z Nickelback to lepiej skrolluj. Skrolluj aż kółeczko w myszce się zmarszczy, odpadnie i poturla za fotel. I będziesz miał PRESS X TO MYSZKA. Dobra, koniec żartów. David Cage to wspaniały wizjoner (albo wizjer), który ma masę pomysłów, ale nie wie jak je połączyć. W jednym z wywiadów mówił, że jego gra to będzie taka: „Tam będzie wszystko: seks, zdrada, narkotyki, deszcz, grubas mieszczący się tam gdzie zmieści się jego głowa, będzie też sci-fi, horror, czołgi i ogólnie masa ŁEZ. Tylko nie wiem jeszcze jak to połączę”. No i mamy efekt. Crapa wręcz, który swoimi nieścisłościami razi tak mocno, że wtyczka sama wychodzi z gniazdka, żeby konsolę wyłączyć w trakcie zapisywania. I żeby zepsuć plik z zapisem. Nie wiedziałem tak naprawdę czego oczekiwać po tej produkcji: z jednej strony pełne zachwytu głosy, płacz wzruszenia i wściekłe gryzienie powietrza. Z drugiej jednak strony były głosy pełne zażenowania popełnioną intrygą, czy ogólnie jakością scenariusza i modelem rozgrywki. Chciałem jednak sprawdzić tę grę jak każdy głośny tytuł. Nie żałuję czasu poświęconego jej, ale totalnie nie pojmuję zachwytów. Nawet jeśli pewne elementy nie robią dzisiaj wrażenia, to przecież scenariusz jest od zawsze tak samo słaby, no chyba że jesteśmy zbyt młodzi by móc dość przenikliwie to wszystko śledzić.

No ale zacznę najpierw od opakowania. Grafika jest w porządku, w swoim czasie robiła na pewno spore wrażenie, ale jeśli chodzi o modele postaci - Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots (PS3) wypada tutaj o niebo lepiej. Śmieszy też mimika twarzy i puste spojrzenia niektórych bohaterów. Albo dziwne ruchy głowami, czy jakieś inne babole. Pierwsze momenty w grze pokazują nam centrum handlowe pełne klonów chodzących nawet parami. Widziałem raz na posterunku policji taką scenkę, gdzie jeden czarny policjant usiadł drugiemu czarnemu policjantowi na rogu biurka. Obaj wyglądali tak samo. Rozmawiali ze sobą. Nie wierzę, że byli bliźniakami. Nie wiem czy krył się za tym jakiś ważny motyw fabularny, nie wiem… Razi mnie też to jak postacie eksponują swoje duże zęby. Zanim zaczną mówić wydymają brutalnie wargi i jedyne co widać to ich zęby. Tak jakby tam mieli rozwiązanie całej intrygi i odpowiedzi na wszystkie pytania. Bardzo podoba mi się klimat gry, ale znów przesadzony jest ten niemal wieczny deszcz. Muzyka też w porządku, choć nic to odkrywczego i jest jej po prostu za mało. W pewnym momencie zacząłem dostrzegać, że to co przygrywa w tle i ma nam pomóc się wzruszyć, to kilka kawałków puszczanych na przemian.


Fabuła to jakiś żart. Pełno dziur, nieścisłości, nielogiczności, głupich motywów (motyw ze szkłem i pytanie: jak sprawca to wszystko przygotował?), nudnych i głupich postaci, często drażniących swoimi zachowaniami. Zresztą, już pierwszy bodaj dialog mnie rozłożył w grze - jak syn wrócił o domu i na tekst, że ma już 10 lat zapytał się czy może prowadzić samochód. Na tym się nie skończyło, no ale ciężko pisać/mówić o tej grze nie rzucając spoilerami. Powiem tylko, że motyw głównego złego to jakiś żart, czegoś tak głupiego nie wiedziałem nigdy, albo po prostu nie potrafię sobie przypomnieć. Cała gra jawi mi się jako podróbka najlepszych thrillerów - Siedem (1995) od Finchera, Piła (2004) (choć tutaj z tym "najlepszym" bym nie przesadzał) i kilka innych inspiracji. Wyglądało to tak jakby chciał po prostu wrzucić tam wszystko, tylko nie wiedział jak to zrobić. Nie lepiej było zrobić prostszą historię, w której sam twórca się połapie? No i postacie są nieciekawe, nie wzbudzały mojej sympatii. Szczególnie Ethan, który jest przecież głównym bohaterem. No ale widzieliście aktora, który podarował mu głos i użyczył twarzy? Na samym castingu wypadł bardzo przeciętnie i dziwię się, że został wybrany. Ja rozumiem, że bohaterem miał być everyman, w którego może wcielić się każdy, no ale bez przesady.

Na koniec wspomnę o tym pożal się boże charakterze rozgrywki. Strasznie tego nie lubię - ni to gra, ni to film. Nie można nic spokojnie obejrzeć, posłuchać dialogu i napić się herbaty, bo nagle okazuje się że do domu wlatuje odrzutowiec i musisz wykonywać szalone akrobacje... przyciskami. Tutaj poszło to jeszcze dalej niż w jakiejkolwiek grze z którą się spotkałem. Trzymanie kilku przycisków naraz (krzyżyk i trójkąt pod kciukiem, plus do tego L1 i R2), wykręcanie gały i czasem delikatne ruchy. Początek gry pełniący rolę samouczka prawie doprowadził mnie do szału mnogością tych bezsensownych akcji, tym bardziej że nie było postawionego przede mną celu, a musiałem czymś zająć bohatera do powrotu rodziny. Później jest niby tego mniej, ale wciąż możemy zajrzeć do szafki na ubrania tylko po to, żeby zobaczyć puste spojrzenie bohatera i dowiedzieć się że w tej szafie nic ciekawego nie ma. Po co to, ja się pytam? Ach, i te okulary Normana. Żałosny motyw, ale sama postać taka zła nie była. Tylko po co być profilowym FBI, skoro można mieć takie okulary? No i znów, kto poważnie traktowałby agenta wymachującego rękami do czegoś co widzi tylko on? I ktoś chce mi jeszcze powiedzieć, że tę grę można traktować poważnie? Litości.


Gra ogólnie nie dla mnie. Postacie które podczas mówienia wydymają wargi i brutalnie ukazują swoje zbyt duże zęby, podziurawiony scenariusz i słabe dialogi i ten marny gameplay, który jest zawieszony pomiędzy przerywnikiem a grą. Ode mnie 6,5/10. Miało być już nawet te 7, ale najlepsze zakończenie (bo wszyscy mi przeżyli) mnie znikło i zmarszczyło. To i tak dużo jak na te moje narzekania. Obecnie przechodzę wspólnie z Asobu Beyond: Dwie Dusze™ (PS3), ale niestety z jakością scenariusza nie jest o wiele lepiej. Więcej napiszę w przyszłości. Dwóch albo trzech Cage'ów w jednym wpisie to zdecydowanie zbyt dużo. Kiedyś pewnie sprawdzę też Detroit: Become Human (PS4), bo chcę być świadkiem wątpliwego rozwoju Cage'a. Teraz staram się o platynę w heavy rain i w sumie nie idzie najgorzej, ale muszę przejść grę czwarty raz, bo zaprzepaściłem Zbrodnię Doskonałą nie wycierając wszystkich śladów.


Ukończyłem też Silent Hill Homecoming (PS3) i niestety jestem trochę zawiedziony. Pierwsza połowa gry, czy nawet przez 75% całej fabuły było dobrze, ale później klimat zaczął się psuć, gra niepotrzebnie dłużyć i ogólnie mówiąc dobre wrażenie poszło położyć się na cmentarzu (haha). System walki początkowo wydawał się przyjemny, nawet podczas starcia z trzema przeciwnikami naraz. W sumie zamierzeniem twórców było stworzenie mniej frustrującego i bardziej dynamicznego systemu walki i faktycznie, na początku miałem wrażenie że im się udało. Jednak jak już pojawili się pewnego rodzaju przeciwnicy (z nożami), dała o sobie znać mocno dokuczliwa toporność i input lag. Wspomnianej kreatury w przeciwieństwie do innych nie dało się po prostu uderzyć. Trzeba było poczekać aż zaatakuje, wtedy zrobić unik i to jeszcze w dobrym kierunku (a Alex lubi nie tyle uniknąć w złym kierunku, co zrobić za mały krok) i tak aby ustawić się od którejś strony przeciwnika, tam gdzie nie ma gardy. No i trochę mi zeszło na ogarnianiu tego przeciwnika i szczerze mówiąc chyba i tak go nie ogarnąłem. Wydawało mi się to zbyt losowe i niedopracowane. Stwierdziłem więc, że w tego jednego będę strzelać, ale znów amunicji za dużo nie było no i niewiele też można ze sobą jej zabrać, co w serii nigdy nie miało miejsca. 


No ale poza walką mamy sterowanie, które samo w sobie jest całkiem przyjemne. Podoba mi się perspektywa, ale z drugiej strony gra nie jest już tak tajemnicza i twórcy nie mają tylu możliwości w bawieniu się graczem. W niemal każdej chwili można spojrzeć z oczu bohatera, co też mi sie podoba, bo dzięki temu mogę podziwiać kunszt artystyczny (bądź jego brak) twórców. Reszta to raczej typowe dla serii elementy; czyli oznaczanie mapki, szukanie zapasów, kolejnych elementów mających utorować dalszą drogę i walka. Aha, zapomniałbym. Są odpowiedzi do wyboru w dialogach, ale nie ma się o czym tutaj za bardzo rozpisywać. Po pierwszym przejściu nie jestem w stanie stwierdzić jak bardzo wpływają na przebieg rozmów, czy może alternatywne zakończenia, ale strzelam że taki dialog można poprowadzić maksymalnie na dwa sposoby. Niepotrzebny nikomu bajer.

Dalej mamy klimat i fabułę. Początkowo jest fajnie, aczkolwiek zbyt sztampowo jak na mój gust i mocno po amerykańsku - gramy żołnierzem po służbie i scenariusz zaczyna się w momencie gdy jesteśmy w jakimś szpitalu, przywiązani do łóżka i ktoś ewidentnie chce nam zrobić krzywdę w stylu Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną (2003). Oczywiście się wyzwalamy i zaczynamy szperać. Spotykamy brata bohatera który bawi się zabawkami, totalnie nie przejmując się parszywym otoczeniem. Ciągle przed nami ucieka, my go gonimy i spełniamy jego zachcianki. Później akcja przenosi się w kilka fajnych miejsc: małe miasteczko w okolicach Silent Hill, ale różnicy tutaj nie ma. Wszyscy gdzieś znikli, jest tylko jakaś dziewczyna która rozwiesza ulotki z zaginionymi. Zawalone ulice, opuszczone budynki. Później trafiamy na cmentarz i to chyba najbardziej mi się podobało. Akira Yamaoka jak zwykle odwalił kawał dobrej roboty z udźwiękowieniem. Niestety później  z klimatem jest gorzej, ale wiążę się to ze spoilerami więc sobie daruję. Widać dużo nawiązań do filmu Gansa, przede wszystkim w designie, ale również fabule, tak jakby gra była rozszerzeniem idei.

No i to tyle. Fabuła to nic nadzwyczajnego, zabrakło tego czegoś, przede wszystkim głębi, symboliki. Bardzo przewidywalna i po prostu nijaka. Postacie też nieprzekonujące. Grafika trochę padaka, ale dość wczesny okres PS3, poza tym ta zawsze miała dla mnie najmniejsze prawie znaczenie. Było kilka fajnych momentów, muzyka to jak zwykle mistrzostwo, choć mało jej no i co... poleciłbym chyba tylko fanom serii, ale i ich bym mocno ostrzegł. Ode mnie 7/10. Teraz w sumie mam za sobą wszystkie odsłony serii, poza Silent Hill: Book of Memories (PS Vita), ale to totalny odłam serii, którego strasznie się boję jeszcze przed odpaleniem.


No i w ten sposób dochodzimy do gry z okładki. W ten weekend skupiać się będę na Uncharted 2: Among Thieves™ (PS3). Jestem po wyruszeniu z tybetańskiej wioski i jak na razie mogę powiedzieć tyle, że jako kontynuacja stoi o poziom wyżej od oryginału, niemal pod każdym względem. Tak jakby twórcy w końcu mogli zrobić to co chcieli już za sprawą "jedynki". No ale daleko mi do zachwytów, bo to wciąż to samo, tylko zrobione lepiej. No i przede wszystkim nie jest to produkcja skierowana do mnie. Mi nie w głowie jakieś skakanie po skałach, chowanie się po krzakach i... no właśnie, tutaj nawet czarnuchów za bardzo się nie zabija. No ale jak zwykle widoczki cieszą oczy, muzyka jest przyjemna dla ucha, a postacie wyglądają po prostu ciut źle. No ale coś kosztem czegoś. Strzela się lepiej, ale wciąż broniom brakuje mocy, tak jakby strzelało się podróbą prawdziwej broni palnej. Szkoda, bo strzelania jest sporo, ale póki co wydaje mi się że strzelanie/zwiedzanie jest o wiele lepiej wyważone. Na pewno nie jest to na takim samym poziomie. Wydaje mi się, że kolejne fale przeciwników nie nadchodzą tak często, ale zobaczymy co będzie dalej. Początek z tym całym śmiesznym skradaniem był nieco nudny, ale na szczęście szybko się to skończyło. Trochę denerwują mnie też postacie i szczerze tylko Nathan wydaje się wart uwagi, ale znów nie jest to postać którą szczególnie lubię. Raczej jest mi obojętny. O wiele bardziej wolę Max Payne'a z trzeciej części, to właśnie taki humor do mnie trafia. No i co? Na razie tyle! Więcej napiszę po ukończeniu. OBRAZEK TIMES.


FILMY
W sumie to tyle o grach. Teraz krótko wspomnę o filmach, które miałem przyjemność obejrzeć. Zaznaczam przy tym, iż nie chodzi mi o Heavy Rain™ (PS3)! To ani film, ani gra. To eksperyment wyprzedzający nasze czasy, tego nie da się ogarnąć. Mniejsza o to. Zacząłem paczeć serial Stranger Things i tak jak się spodziewałem, jest tak świetny jak mówi świat. Widzę w nim sporo nawiązań do klasyki wszelakiej, nie tylko kinowej, ale również literackiej, muzycznej czy dotyczącej gier RPG. O fabule rozpisywać się nie będę, skupię się raczej na świetnym klimacie, podanych w wyśmienity sposób kliszach i nietuzinkowym podejściu do konwencji. To znaczy, w założeniu film jest wręcz sztampowy, ale reżyserzy często zaskakują złamaniem schematu. Podobają mi się postacie, a szczególnie szeryf miasteczka. To nietypowy przedstawiciel ogarniętej postaci, która w końcu robi coś co cieszy widza i jednocześnie nie kończy roli zbyt szybko, bo np aktor zachorował. To jest takie super. No i role dzieciaków są świetne, ten szczerbol ma śmieszne teksty, ale bez reszty nie byłby już taki fajny. Serial ma kilka mankamentów, tak jak momentami jednak zbyt przewidywalne motywy czy postacie, ale w świetle zalet nie mają one zbyt dużego znaczenia. Szczerze polecam, tymczasem zachęcam do przesłuchania motywu przewodniego.


Byłem też w kinie na Nerve (2016). W sumie młodzieżowy film i początek trochę mnie drażnił, całym swoim charakterem, ale im dalej tym lepiej. Film niby z prostym przekazem i wyłożonym na tacy, ale sądząc po tym do kogo był kierowany (sieciowe kozaki) musiał taki być. Jednocześnie za pewne i tak do nikogo nie przemówił, bo znów odwracał uwagę efekciarstwem i swoją ładną kolorystyką. Cały zamysł to tytułowa gra internetowa, która użytkowników dzieli na obserwatorów i uczestników. Obserwatorzy dają hajs na wyzwania rzucane uczestnikom. Mogą one być różne - ot, choćby pocałowanie kogoś obcego w określonym z góry miejscu. Za sprostanie wyzwaniu płacony jest hajs (w tym przypadku było to 100$). Oczywiście liczy się fejm, ilość oglądających i jak wiadomo z każdym wyzwaniem jest coraz trudniej. Co więcej, uczestnik w momencie zapisania się do gry jest "skanowany" pod kątem fobii, rzeczy ulubionych i ogólnie tego wszystkiego co mówi o nas serwis społecznościowy, w zależności od tego kiedy i jak intensywnie z niego korzystamy. Każde wyzwanie musi być nagrane telefonem uczestnika, więc trudniejsze wyzwania są tym bardziej wymagające, bo jedna ręka jest zajęta telefonem. Oczywiście wszystko staje się z czasem zbyt niebezpieczne. No i jednocześnie mamy masę wątków: romantyczny, utraconych przyjaźni, przemiany itp. Tak czy siak, film jest bardzo dobrze zrealizowany, trzyma w napięciu, potrafi co wrażliwszych wzruszyć i ogólnie ma wszystko to co powinien mieć w sobie dobry, hollywoodzki film. Nie poleciłbym tego nikomu raczej, każdy potencjalnie zainteresowany już nim jest. Ja dodam jeszcze od siebie, że zachwyciła mnie muzyka przygrywająca w filmie: Melanie Martinez, Halsey itp - ogólnie młodzieżowa muzyka popularna w Stanach. Ode mnie mocne 8/10, mimo iż film jest banalny i przekoloryzowany, no ale takie ma założenie.


MUZYKA
Na koniec (bo wiem, że jeszcze Wam mało) trochę muzyki. Nie będzie Die Antwoord (choć ich nowy album zbliża się nieubłaganie), ale będzie Bjork która już niejednokrotnie się tu pojawiła. Tym razem możemy zajrzeć do jej wykręconej jamy ustnej, podczas gdy śpiewa. Super sprawa, a podobno niektórzy nie są w stanie tego oglądać. Muzycznie jak zwykle majstersztyk.


Mam dla Was jeszcze coś spokojniejszego i też trochę melancholijnego, ale jak najbardziej pięknego. Trafiłem na ten projekt dzięki Asobu i urzekł mnie od pierwszych dźwięków. Kojarzy mi się trochę z amerykańskimi thrillerami i jakimś dramatycznym momentem. NIE BĘDĘ JUŻ ŚCIEMNIAŁ. POSŁUCHAJCIE!!!!!! Pewnie i tak mam złe skojarzenia.


Na koniec trochę sympatycznego breakbeatu. Urzekł mnie swoim mrocznym nastrojem i tymi loopami. Co więcej jest to utwór od mojego znajomego, który już bardzo długi czas zajmuje się tworzeniem muzyki w swoim domowym zaciszu. Jego początkowe projekty nie za bardzo mnie interesowały, ale ostatnio wlazłem na jego profil z ciekawości i muszę przyznać, że o wiele lepiej mu to idzie. Pewnie i tak myślicie, że robię mu jakąś szaloną przysługę. Myślcie sobie co chcecie, po prostu polecam.



Ode mnie to wszystko na dzisiaj moje kochane wungliki. Cieszcie się życiem, pijcie swoje ulubione napoje i nie zwracajcie uwagi na zepsutych robotów z Waszego otoczenia. Mogą wyglądać jak ludzie, czasem nawet tak się zachowywać, ALE TO TYLKO POZORY.

Sonda - wypowiedz się!
Czy też wydymasz wargi pokazując zęby?
Oceń notkę:
+ +15 -