Wyleciało mi z głowy kALWa888
12.03.2016, 03:57
WG #111
Final Fantasy Anthology w bazie gier
WG #111
Dawno mnie tutaj nie było. Nazbierało się trochę gier do opisania (jakieś dwie, w tym jedna którą już niejednokrotnie opisywałem). Dlatego będzie krótko – co zapewne ucieszy fanów małych ilości tekstu! Zaczynajmy zatem.

Zacznę od tego o czym najbardziej lubicie czytać, tak aby bardziej zachęcić Was do dalszego czytania. W tym momencie pewnie wiecie też, że chodzi o grę, w której rudy chłopiec biega z dużym kluczem w ręku, jakimś psem w ubraniach i kaczką, która lubi sobie czasem strzelić pioruna. Tak, dalej próbuję zdobyć platynę w Kingdom Hearts Re:Chain of Memories HD (PS3). Choć, słowo „próbuję” jest w tej chwili zbyt słabe, bo jedyne czego mi zabrakło do zdobycia tego majestatycznego trofeum, to przejście obu scenariuszy na najłatwiejszym poziomie trudności i nie skorzystanie z opcji Continue. Łatwizna, banał, nuda. W sumie już zabrałbym się za to, ale nie mam telezora. Tak czy siak, platyna będzie jak będzie. Ogólnie myślałem, że szukanie tych rzadkich kart będzie bardziej wymagające niż się okazało. Znalezienie kart z bardziej znaczącymi fabularnie postaciami było proste, bo wystarczyło odwiedzić odpowiednie pomieszczenia. Gorsze w zdobywaniu okazały się karty zwykłych przeciwników. Cały proces polegał na tym, że przeciwnika którego karta nas interesowała trzeba było zabić jako ostatniego. Nieraz było to problematyczne, bo więcej było tych, których karty już miałem. Poza tym często gdy próbowałem ich zostawić na koniec, ci wpadali mi pod miecz i ginęli zbyt szybko. Ogólnie było też niskie prawdopodobieństwo otrzymania takiej karty, ale niektóre z pomieszczeń je zwiększały. Czasem przez kilka dni pod rząd nie mogłem zdobyć ani jednej, ale trafiło się tak, że w ciągu jednego posiedzenia trafiło mi się większość poszukiwanych. Dobrze że mam to za sobą. Teraz zabrać się tylko za najnudniejszą rzecz jaką jest już trzecie ukończenie fabularnego wątku. Dobrze, że w sumie trochę zatęskniłem za fabułą i w miarę chętnie sobie ją odświeżę. Choć i tak podejrzewam, że Skip będzie opcją wybieraną bardzo często. No bo ileż można?!


No a teraz czas na wspominki. Zdobyłem jakieś tam platyny, trofea z dodatków i tym podobne. Nigdy nie grałem w Medal of Honor: Frontline (PS2), ale za sprawą promocji gier od EA skusiłem się na Medal of Honor Frontline™ HD (PS3). Zacząłem od grania na najłatwiejszym poziomie i skupiłem się na zdobyciu złotych medali w każdej z misji. Udało się to, ale nie zawsze było łatwo, głównie w misjach w których trzeba było strzelać w trakcie jazdy. Po tym przyszedł czas na najtrudniejszy poziom. Było bardzo trudno i w sumie nie dziwię się, że tylko lekko ponad 3% posiadaczy gry ma platynę. Nie wiem czy to wina mojego PS3, czy samej gry, ale po zatrzymaniu rozgrywki (choćby w celu sprawdzenia jakie zadania stoją przede mną) muzyka przestawała grać lub była zniekształcona, czy zacinała się. Co więcej, nieraz gra się zawieszała, nawet na samym końcu misji. Z jedną męczyłem się przez dwa długie dni pełne przekleństw i jak w końcu udało mi się ją przejść, to gra zawiesiła się na samym końcu tej misji do tego stopnia, że musiałem resetować konsolę. Strasznie mnie to denerwowało i zniechęcało do dalszej gry, no ale jak się uprę to mam. Niektóre z poziomów można było przebiec niemal sprintem, zwalniając tylko po to, aby wykonać główne zadanie i zabić bardziej upierdliwą grupę przeciwników. Ogólnie kluczem do sukcesu było nauczenie się pozycji wrogów na pamięć, wykorzystanie odpowiedniej broni i nie pozwalanie sobie na błędy – czyli w sumie standard. Najgorsze były długie misje z hordami przeciwników, bo gra zapisywała się tylko pomiędzy misjami. Co do odświeżonej wersji to z tego co się orientuję, poza samym podniesieniem do standardów HD, jest też kilka innych zmian, jak chociażby nowy system sterowania wzbogacony o możliwość celowania z użyciem przyrządów celowniczych – gdzie w oryginale było tylko przybliżenie. Jest też kilka nowych efektów jak połysk broni, czy lekkie rozmazanie obrazu w niektórych sytuacjach. Szkoda tylko, że ma tyle technicznych niedoróbek, bardzo tego nie lubię, dlatego oceniłem na jakieś 7 punktów. Ogólnie polecam. Ja sam bardzo zatęskniłem za podobną grą. Gdyby okazało się, że w oryginalnej wersji wszystko działa lepiej - ode mnie mocne 9/10. W sumie zabrakło jakiejś śmiesznej misji z psami zamiast nazistów.


Miałem też zamiar zrobić wszystkie trofea z dodatków do Dante's Inferno™ (PS3), ale skończyłem na kilku, bo Trials of Saint Lucia to słaba i nudna rzecz. Całość polega na przechodzeniu wyzwań, które przygotowali inni gracze oraz deweloperzy. No i są różne poziomy tych wyzwań i im łatwiejsze, tym oczywiście więcej trzeba ich przejść. Są też takie, które trzeba przejść wspólnie z drugim graczem, ale za to się jeszcze nie zabierałem – te od twórców są podobno bardzo trudne i trzeba dwóch ogarniętych. Ja na razie zajmuję się tylko tymi od graczy (na razie mam zaliczonych 100 najłatwiejszych, czyli brązowych. Jeszcze tylko 75 srebrnych i dostanę trofeum. Ci jak coś nieraz wymyślą, to nic tylko pada wkładać w e-kran telezora!!!!!). Był też króciutki dodatek fabularny o tytule Dark Forest, ale mam go już za sobą. Całkiem przyjemny, pojawili się tam nawet nowi przeciwnicy, ale to wciąż nic szczególnego. Brakuje mi 4 trofeów i jak tylko ponownie kupię grę, to się za to zabiorę.


Zdobyłem też 100% w obu dodatkach fabularnych do Castlevania: Lords of Shadow™ (PS3). Musiałem się w sumie trochę od nowa uczyć grać, bo miałem trochę przerwy. Przejście na najtrudniejszym poziomie sprawiło mi trochę problemów, dlatego pierwszy dodatek najpierw ukończyłem na normalnym. Drugi dodatek przeszedłem od razu na najtrudniejszym, mimo iż niemal w całości opierał się walkach z bossem. Wydaje mi się jednak, że łatwiej ogarnąć adwersarza niż grupę przeciwników atakujących jednocześnie. Co ciekawe, w pierwszym dodatku pojawia się nowa postać grywalna, ale niestety nie gra się nią tak dobrze jak Gabrielem. Wciąż jest to fajne urozmaicenie. Ogólnie ważne rzeczy dzieją się w tych dwóch epizodach i nie podoba mi się fakt, iż trzeba to sobie dokupić. Powinno być w zestawie z grą, ale cóż… Konami. Nie podobało mi się też to, że zmienił się styl przerywników filmowych na rysunkowy i statyczny. Wolałem jednak to co było w podstawowej grze. Dodatki ogólnie polecam, są bardzo przyjemne i jeśli chce się zdobyć wszystkie trofea to przy lepszych umiejętnościach wydaje mi się, że jest to jakieś 6 godzin zabawy, choć może krócej. Nie znam się.


Zacząłem też przechodzić Call of Duty Classic (PS3). Port wersji PC. Działa bardzo dobrze, nie ma większych problemów technicznych. Denerwuje fakt, iż trofea za poziom trudności nie nakładają się na siebie, muszę więc przejść grę aż trzy razy. Zaczynam od najtrudniejszego, po to aby kolejne przejścia były raczej formalnością niż czymś na czym muszę się jakoś szczególnie skupiać. Obecnie jestem w kampanii sowietów i nie jest to po takim Medal of Honor Frontline™ HD (PS3) szczególnie trudne, choćby z uwagi na to, że bardzo często są z nami towarzysze, którzy sporo pomagają, jak i fakt że w trakcie misji są automatyczne zapisy. Nie trzeba więc przechodzić całej od nowa. Miałem jednak kilka trudności, bo kampania podczas której wcielamy się w brytyjskich komandosów często miała misje, które wykonywaliśmy w pojedynkę (pamiętny poziom na tamie). Może nie byłoby tak trudno, gdyby nie było wtedy aż tylu wrogich żołnierzy. Jest też jakiś problem z tymi automatycznymi zapisami, bo czasem się pojawiają w danym miejscu, a czasem nie. Raz miałem nieciekawą przygodę, bo po kilku próbach zapomniałem zrobić jednej małej rzeczy na końcu mapy, potem wróciłem na początek gdzie mi zapisało i po śmierci musiałem wracać przez całą mapę, jakieś kilkanaście razy. Z nerwów bardzo agresywnie głaskałem się po kolanach, aż starłem sobie wszystkie włosy. Wiecie o co chodzi, pewnie sami tak robicie gdy się zdenerwujecie. No ale gra mi się całkiem przyjemnie. Przypomniałem sobie jak wiele zmieniła ta gra w świecie drugo wojennych FPS-ów, przynajmniej tych mainstreamowych, w których w zasadzie istniała jedyna seria – Medal of Honor. CoD postawił na większy realizm jeśli chodzi o wymianę ognia. O wiele częściej niż w konkurencyjnej serii walczyliśmy w towarzystwie kompanów. Ja zawsze wolałem jednak serię od Dreamworks, głównie za klimat i genialną muzykę, albo jeszcze udźwiękowienie.


Wyruszyłem za wiatrem w Final Fantasy V (PS One) w wersji ze sklepu PlayStation. W sumie niedużo pograłem, bo tylko jakieś 5 godzin. Mimo wszystko i tak wydarzyło się całkiem sporo. Mam wrażenie, że fabuła rozwija się szybko. Ale tak było chyba we wszystkich starszych grach. Zdążyłem już zebrać (raczej) całą drużynę, poznałem prawdziwą płeć jednego z bohaterów (dziwny wątek, muszę przyznać), popływałem statkiem, rozbiłem się, zwiedziłem kilka lokacji, polatałem na smoku i pokonałem jakichś dwóch bossów. Teraz mam do dyspozycji latającego smoka, ale nie za bardzo wiem gdzie lecieć, więc przy następnym posiedzeniu sobie trochę pozwiedzam, aż fabuła ruszy jakoś do przodu. Podoba mi się ten nietuzinkowy urok. Ciekawie prezentuje się też system Jobów. Ciekawi mnie tylko o co chodzi z tymi siwymi włosami – z tego co dowiedziałem się od „nauczycieli” gdy moja postać ma białe włosy, znaczy to, że niczego się już nie nauczy, a co więcej zacznie zapominać. Z niektórymi postaciami na pewno poczekam na ten moment. Cóż, wiele więcej napisać nie mogę. Bardzo fajna gra i jak tylko będę miał okazję to do niej właśnie zasiądę. Ech, teraz to brak PSP mi dopiero doskwiera. Wrzuciłbym sobie na kieszonsolkę i żadnego telezora bym nie potrzebował! Grałbym nawet w studni!



MUZYKA
Ogólnie znów siedzę w studni. Jest tu ciemno, zimno, wilgotno. W ciemnościach widzę dwa lekko połyskujące punkty. Może to ślimaki, może oczy konia. Sam nie wiem. Wolę chyba nie wiedzieć. Uciekłem tu przed tym cyganem. Smarował mi telezor. Przekrojonym na pół ziemniakiem. Potem gryzł ten telezor. Słodki jezu, co za wariactwo. Chyba tak było. Nie jestem pewien. Może uciekłem sam przed sobą, po tym jak włożyłem w ekran pad od PlayStation 3. Zdenerwował mnie. Trzeszczał i nie słuchał tego co mówiłem. Czasem wylatywał mi z dłoni i leciał do ściany. Może też chciał uciec od tego cygana. Poszedłem sobie do tej studni, jest całkiem spokojnie. Potem zaczęło mi się nudzić, to włączyłem sobie muzyczkę. Taką jak macie tutaj. Mocna. Ta mała pani mocno bije w bębny. Ślimakom się spodobało, biły mnie czułkami po policzkach. Na początku myślałem że to moje łzy, ale okazało się że nie. Dostaliście kiedyś z czółka? Dziwne uczucie, naprawdę.



Ślimaki dziwnie tańczą. Niektóre powpadały do wody i utonęły, choć głęboko tutaj nie jest. Zrobiłem z nich wino. Musiałem, za bardzo się szamotały. Wino trochę dziwnie smakuje. Nie wiem, za długo tu siedzę. Jest takie lepkie, gęste dość. Zostawia mi błyszczące ślady na ustach i brodzie. Te ślimaki powinny pójść do swojego kościoła, ale nie myślcie sobie że to wino sakramentalne, nie nie.



Jestem paskudnym alkoholikiem. Mogłem coś zjeść, to wino trochę ciężkie na żołądek. Chyba poleję sobie nim głowę. Może zrobię trochę żelu ślimaczego. Gdyby to wino stało na słońcu, to zauważylibyście, że mieni się kolorami tęczy. Piękne. Posłuchajcie muzyczki, zatańczcie z nimi.



A tak na poważnie, to miałem okazję poznać tę właśnie ciekawą artystkę. Nie jest to moje odkrycie, nie powiem też kto mi polecił, bo chcę jeszcze żyć. Bardzo podoba mi się ten nieco agresywny styl tej pani. Teledyski są bardzo hipnotyzujące, podobnie jak muzyka. Naprawdę, chce się tego słuchać, nawet zbyt często. Pierwszy utwór to istne cudo. Ludzie słuchają tego nawet gdy im się nie podoba! Nie mogą przestać. Drugi utwór jest troszkę mniej dziwaczny, ale chyba bardziej agresywny. Podoba mi się teledysk, nastraja jakoś tak pozytywnie, choć za dużo tam gości bez koszulek. I cieszą te mordy jakby gdzieś weszli. Na trzeciego macie coś z innego albumu, utwór dwuczęściowy z ciekawym teledyskiem.

Ja kończę, bo aż mi ślisko trochę w głowie. Nie wiem czy ten cygan się tam czai jeszcze. Nie mam planów na weekend, posiedzę sobie tutaj. Pilnujcie telezorów i ziemniaków! Bo zostanie Wam zejść do studni tak jak i mi. Tzn, ziemniaki lepiej wynieście, to wabik na niego. Wyczuje je na kilometr.

Sonda - wypowiedz się!
To gdzie masz ten telezor?!
Oceń notkę:
+ +16 -